Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
L'Biotica Biovax Botanic Peeling Trychologiczny Czystek i Czarnuszka

L'Biotica Biovax Botanic Peeling Trychologiczny Czystek i Czarnuszka


Dziś przedstawiam Wam Peeling Trychologiczny Czystek i Czarnuszka L'Biotica Biovax Botanic, który zgarnęłam w akcji na Instagramie. Co prawda 4 razy się zawiodłam (na dwóch oleokremach i szamponie oraz odżywce), ale pomyślałam, że to peeling, więc może tym razem trafię z kosmetykiem do włosów. Jesteście ciekawi czy sprawdził się u mnie ten peeling? Zaraz się tego dowiecie, ale najpierw kilka słów o produkcie.


"L'biotica Biovax Botanic Peeling Trychologiczny  do skóry głowy Czystek i Czarnuszka -125 ml 

Peeling trychologiczny Biovax® Botanic polecany do regularnego rytuału demakijażu skóry głowy i włosów. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia, martwy naskórek oraz pozostałości kosmetyków do stylizacji.Peeling poprawia mikrokrążenie skóry głowy, odblokowuje ujścia mieszków włosowych, przygotowując na dalsze etapy pielęgnacji. Zapewnia długotrwałą świeżość, dzięki formule zgodnej z fizjologicznym pH, przywraca skórze naturalną równowagę. 
  • Organiczny ekstrakt z czystka, dzieki wysokiej zawartości polifenoli, działa antyoksydacyjnie. Reguluje przetłuszczanie skóry głowy, intensywnie oczyszcza. 
  • Organiczny ekstrakt z nasion czarnuszki pozytywnie wpływa na stan skórygłowy, poprawia wygląd włosów, wzmacniając ich blask i witalność. 
  • Ekstrakt z miety, z certyfikatem ECOCERT, wykazuje działanie przeciwutleniające, oczyszczające i łagodzące. Pobudza krążenie krwi, działa przeciwstarzeniowo. 
 Efekt na włosach:
  • dokładnie oczyszczone włosy i skóra głowy
  • włosy uniesione u nasady
  • zmniejszenie przetłuszczania
  • zwiększona objętość włosów
 Formulacja peelingu oparta została o starannie dobrane substancje, zapewniające skuteczne oczyszczenie skóry głowy i włosów bez obciążenia.0% SLS / SLES   0% parabens   0% silicones   0% DYES   Peeling trychologiczny Biovax® Botanic zawiera składniki organiczne i certfikowane znakiem ECOCERT oraz COSMOS. Sposób użycia:Wykonaj 2 minutowy, delikatny masaż opuszkami palców, kolistymi ruchami. Następnie spłucz drobinki peelingujące wodą i umyj włosy oraz skórę głowy szamponem Biovax® Botanic. W razie potrzeby umyj włosy ponownie.Peeling stosuj regularnie, raz w tygodniu. "

Brzmi zachęcająco, prawda? Zero parabenów, SLS, silikonów... Skóra oczyszczona, zwiększona objętość, włosy uniesione u nasady, mniejsze przetłuszczanie, oczyszczona skóra głowy, włosy... No ja się dałam kupić, więc po małej chwili wahania jednak się zgłosiłam do testów.


Pierwsze wrażenie było pozytywne. Zapach może nie codzienny, ale dający się polubić. Pierwsze mycie? Super! Skóra oczyszczona, włosy nieco inne niż zwykle. Osobiście włosy myję co 3/4 dni - tyle im wystarczało do tej pory, ale jakież było moje zdziwienie jak nie minęły 2 dni, a moje włosy znów nadawały się do mycia. A skóra głowy? Zadziała się tragedia. Zgromadziła się na niej gruba warstwa łoju co było bardzo nieprzyjemne i uciążliwe. Tak było po każdym użyciu tego peelingu. Używałam oczywiście wg przeznaczenia, stosowałam regularnie 1 w tygodniu. Starczyło mi peelingu na 5/7 razy (raz też siostra skorzystała). Choć zostało na jeszcze 1 max 2 użycia, ale nie chciałam już katować skóry głowy. Także bardzo mały wydajny - zdecydowanie bardziej preferuję opcję jaką daje BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY Basic_01 z olejkiem z czarnej porzeczki (nie wiem czemu nie napisałam o nim - mój błąd!). Odkąd odstawiłam go z moją skórą głowy jest zdecydowanie lepiej.


Jeżeli chodzi o tubkę jest wygodna, ale póki produkt nie zaczyna się kończyć, wtedy korzystanie jest uciążliwe. Szata graficzna opakowania jest piękna. Bardzo mi przypadła do gustu. To połączenie kolorów jest przyjemne dla oka i kojarzy się z naturą (przynajmniej mi). Także najlepszym aspektem tego produktu jest opakowanie. 


Także reasumując, peeling totalnie mi się nie sprawdził. Na mojej skórze głowy pojawiło się więcej sebum, łoju i nie wiadomo czego, musiałam częściej myć włosy i zdarzało się że skóra mnie swędziała. Po odstawieniu wszystko minęło. Nie muszę znów często myć włosów. A na skórze nie mam już zbiorowiska przedziwnych rzeczy. Także mojej skórze zaszkodził niżeli pomógł. Moja skóra jest widocznie bardzo wymagająca - najlepiej sprawdza mi się kawa z dodatkiem szamponu i glinką. :) 


Zapomniałabym. Jeżeli chodzi o drobinki to w miarę łatwo się je wypłukiwało. Czasami wiadomo zaplącze się jakaś granulka, ale nie jest z tym jakiś wielki problem. Zawsze później łatwo je wyczesać. :) 


Ze swojej strony produktu nie polecam. Jak wyżej widać niezbyt dobrze wpłynął na moją skórę głowy. Ale kto wie, może Tobie pomoże. ;) Zawsze najlepiej samemu sprawdzić, czy produkt się u nas sprawdzi czy nie. Ja w każdym razie odpuszczam kosmetyki do włosów L'Biotica. Może za jakiś czas znów trafię na jakieś cudo jak kiedyś, ale na razie się nie zanosi. Na razie przetestuję sobie CUDO, od L'Biotica z kolejnej akcji - stóp chyba nie pokaleczę. :P Na dniach pochwalę się zgarniętym CUDEM. :)


Ocena: Negatywna
Cena: ok 17 zł
Pojemność: 125 ml




Czy piękne kreski są możliwe z Miss Sporty, Studio Lash, The Miaoww Eyeliner (Eyeliner w pisaku)?

Czy piękne kreski są możliwe z Miss Sporty, Studio Lash, The Miaoww Eyeliner (Eyeliner w pisaku)?


Dziś chciałabym Wam napisać parę słów o moim wysłużonym eyelinerze Miss Sporty, Studio Lash, The Miaoww Eyeliner. Mam go już kilka lat i przyznam wciąż mnie zaskakuje. 


Jest bardzo czarny, ładnie i wygodnie się nim maluje. Kreska potrafi się rozetrzeć, ale po utrwaleniu jej pudrem ryżowym nic jej nie grozi! 
Końcówka nie wysycha tak jak w przypadku eyelinera Maybelline, Jest po prostu świetny. Póki co to mój nr 1 wśród eyelinerów w pisaku. Naprawdę spełnia moje oczekiwania. I cieszę się że jest ze mną tyle lat. 



Kupiłam go kiedyś w Rossku i nie żałuję, że go wybrałam. Wciąż go używam i będę używać póki nie zacznie się z nim dziać coś niepokojącego. Jest wiele odmiennych opinii na temat tego eyelinera, ale ja go uwielbiam. :) Z pewnością kupiłabym go po raz kolejny. :) Ale chyba aktualnie nie jest już dostępny. :(


Moja ocena: Pozytywna

Pozdrawiam,
Janettt 
Moje wygrane - owocny lipiec :)

Moje wygrane - owocny lipiec :)



Lipiec był dla mnie niesamowicie przyjemny. Dotarło do mnie kilka paczek, które udało mi się w ostatnim czasie zdobyć. <3 
Pierwsza paczka, o której chcę Wam powiedzieć to mój wgrany swop #1298 na Desscloud gdzie Was gorąco zapraszam. Cudowny portal dla kobiet, gdzie wszyscy są jak jedna wielka rodzina. Ja jestem niesamowicie szczęśliwa, że tam trafiłam, mam nadzieję Tobie też się spodoba. <3 Jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o tym portalu to śmiało pytajcie w komentarzach lub na priv w mediach społecznościowych. :) 
Mój swop składał się z lakierów hybrydowych marki Isabellenails: topu, bazy oraz koloru 407 girly pink starter. Nie lubię różu, ale ten odcień jest naprawdę przepiękny! Myślę, że niedługo napiszę jakąś relację z testowania. Do tego dostałam próbkę Golden Rose Liquid Glow Illuminator Tinted Prime & Highlight - Baza pod makijaż z efektem rozświetlacza.


Kolejna paczka, to paczka wygrana na facebookowym fb bloga Kolorowy Świat Terii . Paczuszka pięknie zapakowana w kolorowe pudełeczko z Shiny box, które ładnie zostało obklejone naklejkami. Po prostu cudo. Nie lubię różu, ale ostatnio chyba zaczynam go lubić, bo w ogóle mi nie przeszkadza. :D Najbardziej cieszę się oczywiście z hybryd i serum do paznokci. Może moje paznokcie w końcu odżyją. 

W paczce znalazłam:
- Eveline Cosmetics Hybrid Professional Gel Polish UV/LED Light Pink 290, Fresh Spring 303, Hot Orange 306, Dark Waters 308, Pink Doll 309
- Botame Body, Krem do rąk 'Borówka' (zapach obłędny, ale na skórze jest nieco dziwny)
- Eveline Cosmetics Nail Therapy Professional Pro Hybrid, Revitalum, Serum regenerujące do paznokci 
- Delia Cosmetics Protective Lip balm SPF 25 with UVA and UVB filters
- Delia Cosmetics Soft Eyeshadow nr 10 Pearl (piękny odcień)
- MIYO Sun Kissed Matowy puder bronzujący (o przecudnym zapachu
)
- Purederm Maseczka kolagenowa z malinami (te maliny kuszą! )
- Efektima Maseczka glinkowa oczyszczająca
Próbki:
- Le Petit Marseiliais Rozświetlające mleczko do ciała z perłowymi pigmentami 
- Velvetin Krem przeciwzmarszczkowy ze śluzem ślimaka, komórkami macierzystymi, olejem arganowym i koenzymem Q10
- Noscar krem z masy perłowej przeciw bliznom (chciałam go wypróbować u siebie, jestem go bardzo ciekawa! szkoda, że jedynie próbka)
- Resibo Specjalistyczny balsam wyszczuplający 
- Biały Jeleń Koncentrat pod oczy dla cery dojrzałej 
i 2 śliczne ołóweczki. 


Następna paczka jest z konkursu na fb bloga Viktolandia.  Paczka również została pięknie zapakowana.  Znalazłam w paczce kilka fajnych rzeczy, które z chęcią przetestuję. Jedną z masek już przetestowałam i jestem bardzo zadowolona. :)
W paczce znalazłam:
- Schwarzkopf-Got 2b, Fresh It Up!, Suchy szampon do włosów, Extra fresh
- MIYO Outstanding Lip Gloss No 11 Long Holiday
- DermoFuture Natural Spa Forest Fruits, regenerujące masło do ciała
- Delia Cameleo, Kremowa odżywka, Color Care
- So Chic! Lakier do paznokci, Gel Effect, 22 Czany
- Schwarzkopf-Gliss Kur, Ultimate Oil Elixir maska wzmacniająca strukturę włosów.

Następna paczka to wygrana na facebooku Green Asia - zostało wyróżnione moje zdjęcie po raz drugi na tej stronie. ;) W paczce znalazłam 10 sztuk cytrynowych maseczek BELOV LEMON Natural Extracts myogenic & moisturizing i zastanawiam się czy nie zrobić dla Was rozdania z jedną z maseczek i nie tylko. ;) Zastanawiam się czy zrobić oddzielny post po kilka maseczek z recenzjami masek także z poprzedniej paczki czy lepiej wszystkie razem? Jak uważacie? 
Poniżej zdjęcie poprzedniej paczki od Green Asia. :)



Teraz czas na zbiór, w którym znalazła się wygrana w konkursie BeGlossy 6godzin6marek, czyli książka Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery Victoria TsaiTemat tego etapu konkursu był specyficzny "Jaki jest Twój psychologiczny typ dbania o skórę?", co wydawało mi się naprawdę dziwne i nie sądziłam, że moja odpowiedź znajdzie się w gronie wyróżnionych. To moja pierwsza wygrana u nich. Książka wygląda ciekawie i myślę, że będzie ciekawa. Na razie jeszcze nie udało mi się zacząć czytać, ale mam nadzieję nadrobię.
Następną mamy 
bazę Neess Peel Off, którą mam z akcji https://www.rozdanieneess.pl/ gdzie można wybrać punkt i odebrać bazę za 10 groszy w wybranych punktach. Ja swoją mam dzięki Anetce z Cosmeticosmos, która odebrała dla mnie bazę w Wawie, bo ja niestety miałam daleko do punktów odbioru. Na dniach mam zamiar wypróbować tą bazę.
O maseczkach Belov już Wam pisałam, a baza Isabellenails znalazła się tu dlatego, że z bazą ze swopa było coś nie tak i została mi dosłana nowa. Tym razem wszystko jest z nią w porządku. :)

No i to wszystkie paczki z poprzedniego miesiąca. Jestem nimi zachwycona. Trafiły mi się naprawdę piękne zapakowania. :) Powiedzcie co Wam się najbardziej podoba z tych paczek, bo jestem ciekawa. :) Niektóre mini recenzje oczywiście znajdziecie na moim koncie DressCloud, gdzie gorąco Was zapraszam do zakładania profili, bo warto jak widać. ;) Swopy są naprawdę cudowne i pięknie oaz pachnąco pakowane, a dodatkowo od czasu do czasu są organizowane konkursy.  :) Portal stworzony jest z pasją i miłością.
P.S. Dajcie też koniecznie znać czy takie zdjęcia na białym tle Wam się podobają, bo nie wiem czy przy nich zostać. ;)

Pozdrawiam,
Janettt 

Gąbka Konjac w kształcie serca - Aliexpress

Gąbka Konjac w kształcie serca - Aliexpress


Zanim zaczęłam pisać ten wpis, obejrzałam sobie filmik na temat oryginalnych gąbeczek Konjac. Czy naprawdę te tanie gąbeczki z Ali są takie złe jak kiedyś ktoś napisał w komentarzach na Instagramie? Przekonajmy się. Z pewnością znajdzie się wiele osób, które się ze mną nie zgodzą bądź zgodzą, ale to jedynie moje zdanie i na moim przykładzie sprawdzone. Co prawda z oryginałem nie miałam do czynienia - raz zamówiłam w internetowym sklepie Kontigo gąbeczkę, ale nie uważam by była oryginalna. 

Z tego co się dowiedziałam oryginalne gąbeczki nie kruszą się po pewnym czasie, twardnieją na kamień i mają jakby żelową/gładką "konstrukcję" po namoczeniu wodą. Jeżeli chodzi o tą z Kontigo to zaczęła się kruszyć i zrobiła się w niej dziura, więc wg informacji, które mam na pewno nie jest to oryginał, choć jej powierzchnia była gładka, ale też nie twardniała jakoś szczególnie mocno. 


A jak jest z serduszkiem Fulljijon Konjac z Aliexpress? Jak dla mnie jest w porządku i bliżej mu do oryginału. :) Dlaczego? Jak wyschnie robi się twarda jak mały kamień! Sporo rośnie po namoczeniu w wodzie. Jej powierzchnia po namoczeniu może nie jest tak idealnie gładka, ale nie podrażnia, nie robi krzywdy! Mi się przynajmniej nigdy nie zdarzyło! Po użyciu tej gąbeczki mam gładszą i delikatniejszą skórę, więc gąbeczka się sprawdza do mycia twarzy. Zastanawiam się teraz też nad zakupem jakiejś do reszty ciała. Moim zdaniem można zainwestować. :) Nadaje się zarówno do demakijażu jak i do mycia twarzy tylko trzeba to dobrze zrobić, a szczególnie dokładnie wypłukać gąbkę!

Gąbeczka po 2 miesiącach, nienamoczona. 


Z YT też dowiedziałam się że różne kolory Konjac odpowiadają różnym dodatkom, typu węgiel aktywny, glinka czerwona czy rumianek. Pewnie w tych z Ali jest tylko barwnik, ale jeśli ktoś nie zważa na takie rzeczy jak ja i barwniki mu nie przeszkadzają i inne rzeczy to spokojnie tą gąbeczkę można kupować, zwłaszcza, że nie jest droga! Ja za swoją dałam 0,67 $, czyli ok 2,50 zł.  
Ma swój mały minus - bardzo długo nasiąka wodą, a to jest niezbędne do tego by przypadkiem nie podrażnić sobie skóry! Muszę też wypróbować opcję z dezynfekcją i wrzucić ją do gorącej wody - do tej pory bałam się to zrobić, bo myślałam iż zniszczeje...



Jeśli chodzi o kształt, jest wygodny, dobrze się gąbeczkę trzyma w ręku, a sznureczek nie tylko służy do zawieszenia Konjaca, ale i przydaje się podczas mycia. :) Ja sobie zakręcam na ręku, bo ze mnie straszna niezdara i wszystko mi leci z rąk, więc gąbka ma zabezpieczenie i ani razu nie wypadła mi z rąk. :) Gąbeczki Konjac powinno się ponoć suszyć nad grzejnikiem lub w przewiewnym miejscu - przyznam, że nie dostosowałam się do tego i wieszam moją gąbusię w łazience na haczyku (również z Ali), co prawda czasem nie zdąży wyschnąć czasami, ale jak na razie nic się z nią nie dzieje. Ponoć zdarzają się przypadki, że pleśnieją w środku trzymane pod prysznicem, ale nie wiem jaka marka. Ta na szczęście jest ok, a używam ją już ponad 2 miesiące. 

Na koniec parę słów ogółem o gąbkach Konjac (jeśli chodzi o tą to nie mam pewności czy jest też z takiego źródła):
"Amorphophallus konjac to bylina pochodząca z Azji. Rośnie dziko w górach i jest rośliną posiadająca odczyn zasadowy. Zawiera wiele naturalnych składników odżywczych, witamin i minerałów, takich jak np. białko, węglowodany, żelazo, fosfor, miedź, cynk, witaminy: A, E, D, B1, B6, B12, witamina C i kwas foliowy. Konjac to w 97% woda i 3% błonnik roślinny.
W Japonii konjac jest znany od ponad 1500 lat. Pierwotnie był stosowany jako lek ponieważ odkryto jego właściwości zdrowotne. Następnie doceniono jego wyjątkowe właściwości w pielęgnacji delikatnej skóry.
Gąbki Konjac są najbardziej delikatnym i skutecznym produktem do oczyszczania skóry. Przeprowadzane badania w Japonii wykazały iż Gąbki Konjac oczyszczają skórę głęboko bez uszkodzenia skóry i czynią to bardziej efektywnie niż normalne myjki a nawet gąbki morskie."
A poniżej gąbka Konjac Ecotools z Kontigo:

No i to chyba wszystko. ;) A Wy korzystaliście z gąbek Konjac? Jeśli tak to mieliście styczność z oryginałem czy raczej nie koniecznie? Jak się sprawdziły? Koniecznie dajcie znać w komentarzach. :) Jeśli chcecie podam link z którego kupowałam, wystarczy do mnie napisać. :)

Ocena: Pozytywna
Cena: od ok 0,60 $ (czyli 2,50 zł)
 i więcej w zależności od aukcji

Pozdrawiam,
Janettt 

Moov - Liquid LipsMatter, Matowa pomadka w płynie, Knockout

Moov - Liquid LipsMatter, Matowa pomadka w płynie, Knockout



Przyszedł czas na recenzję Moov - Liquid LipsMatter, Matowej pomadki w płynie w kolorze Knockout. Jedna z trzech właściwie, ale opowiem akurat o tym kolorze, który najbardziej przypadł mi do gustu. :) Pomadki Moov skradły moje serce i aż mi smutno, że są dostępne tylko w Kontigo. Sklep stacjonarny mam nie po drodze, a zamówienia w sklepie internetowym kosztują mnie zbyt wiele nerwów. 



Ten buraczany kolorek bardzo mi podpasował.   Na zdjęciach nie do końca widać jaki jest naprawdę ten kolor, ale starałam się by był jak najbardziej zbliżony do realnego. Na zdjęciach wpada głównie w fiolet, starałam się to jednak poprawić w programie.  



Pomadki są kremowe, nie zastygają co jest nawet przyjemne, bo mam pewność, że nie wysuszy mi ust. Pacynki są tak dobrane, że malowanie bez konturówki jest możliwe, mimo ciemnych kolorów. ;) Usta się po nich nie kleją. (Przepraszam za plamy na nosie na zdjęciu niżej, ale niestety nosząc okulary w moim przypadku jest to nieunikniony efekt.)



Te pomadki są wspaniałe i są moimi ulubieńcami już chyba od pierwszego użycia. Oczywiście zostawiają ślad niestety co jest ich minusem, ale wcale tak szybko się nie wycierają (zostają na "obiektach", ale mimo to tak szybko nie znikają z ust), a zjadają się całkiem nieźle i przeważnie wygląda to jak umyślne ombre - Adam je uwielbia. :) 



Mam nadzieję, że jeszcze jakiś kolorek tych pomadek znajdzie się w mojej kosmetyczce i liczę też, że pojawi się jeszcze nowa kolorystyka, bo to co mają w swojej ofercie to mało. ;)
Znając też życie - jestem nimi tak zachwycona, że pewnie zapomniałam o czymś napisać. ;)




Pojemność: 5,5ml
Cena: 18,99 zł
Moja ocena: pozytywna :D



Pozdrawiam,
Janettt
Smart Girls Get More XXL Masakra Black

Smart Girls Get More XXL Masakra Black




Dzisiaj chciałam Wam przedstawić tusz, który mam już dłuższy czas i dopiero ostatnio się do niego przekonałam. Początkowo przyznam podeszłam zlewczo do niego, bo uważałam efekt za słaby jak na moje widzi mi się. Ostatnio zaczęłam go jakoś częściej używać i o dziwo tusz w końcu zaczął mi odpowiadać. Po MAYBELLINE Lash Sensational Luscious Mascara with Oil Blend, który skleja rzęsy i daje za grube warstwy ten wydaje się być ideałem, a po poprawieniu SGGM tym ciemnym
Lash Sensational, wygląda to połączenie cudnie. MAYBELLINE sam kiepskawy daje efekt, ale przyciemniając ten wygląda ładnie i nie skleja się już tak bardzo.

W każdym razie SGGM wgląda cudownie, naturalnie i delikatnie. Zdecydowanie wydłuża, podkreśla i lekko pogrubia rzęsy. Ta maskara jest po prostu wspaniała i nie żałuję, żadnej wydanej złotówki.
Markę poznałam już wcześniej wygrywając ich produkty, także podczas zakupów nie zastanawiałam się długo nad wyborem tej marki, co najwyżej nad kolorem opakowania, bo XXL zachęcało, a róż odpychał. No i ostatecznie wzięłam ten i naprawdę cieszę się z wyboru.


Mam go już dość długo i przyznam chyba nic, a nic nie wysechł. Po prostu serducho rośnie na samą myśl o nim. To nawet Rimmel Shake Shake nie jest takim ulubieńcem choć może tamten jeszcze bardziej rozdziela rzęsy i daje im objętości. Początkowo nieco szczoteczka mnie przeraziła w tym tuszu i niestety jeden minusik ma - czasem brudzę sobie powiekę tą szczoteczką, a zawsze zapominam, że mam tą podkładkę z Ali, żeby się właśnie nie wybrudzić. Skleroza nie jedno ma imię. Poza tym to z pewnością ulubieniec.


Tusz Smart Girls Get More XXL Masakra Black  kupiłam chyba kiedyś w Naturze za 8-9zł (albo nawet taniej w promocji - nie pamiętam) choć zakupiłam jeden tusz z dwa tygodnie wcześniej na ezebra.pl i zapomniałam o tym na śmierć czego efektem jest w domu dodatkowy tusz, zafoliowany, czekający na lepsze czasy - mam nadzieję GR się nie zepsuje i wytrzyma te zwłokę. ;)


Do zakupu skusiła mnie niska cena i wielki napis XXL. Może nie mam jakichś marnych rzęs, ale lubię jak są dobrze widoczne i dlatego początkowo niedoceniałam opisywanego tuszu. :) Teraz jest moim ulubieńcem i w kółko go męczę.



Pojemność: 10ml
Cena: 8-9zł
Moja opinia: pozytywna :)

Pozdrawiam,
Janettt
JOKO MATT LIPS 062 Bad Girl

JOKO MATT LIPS 062 Bad Girl


Hej! 

Po krótkiej przerwie przybywam do Was z nowym postem. Aktualnie mam niesprawny laptop, dlatego musiałam robić nowe zdjęcia, ale może to i lepiej, bo jestem z nich zadowolona. :) Mam tylko nadzieję, że dane z dysku jednak uda mi się odzyskać bez wyjątku, bo trochę tam pamiątek w postaci zdjęć, filmów, itp. miałam, więc szkoda byłoby to wszystko stracić. Ale dziś nie o tym. Chciałabym Wam przedstawić pomadkę w płynie marki JOKO MATT LIPS 062 BAD GIRL, którą przed nowym rokiem udało mi się wygrać w jednym z facebookowych konkursów. Jej kolor jest obłędny, ale czy to matowe cudo spełnia swoją powinność? Zapraszam do lektury. ;) 


Pomadka ma zapewnić ustom głęboki i mocno nasycony kolor o matowym wykończeniu, ma idealnie kryć przez wiele godzin. Jej formuła jest wzbogacona o kompleks witamin A, E, F oraz masło shea, które nawilża, wygładza i pielęgnuje usta. Nie zawiera parabenów. Ale czy to wszystko prawda? Czy może producent sobie wymyślił bajeczkę? Według mnie to raczej bajeczka. Kolor jest fantastyczny - jakby neonowy, jasny łososiowy, a zapach także niczego sobie, jakby owocowy i chyba na tym koniec zalet tej pomadki. Nooo... Do zalet jeszcze byłabym skłonna dopisać, że nie wysusza ust. Przynajmniej u mnie. 


Poza tym pomadka jest słaba. Aż tak wiele godzin nie kryje, ba! Nawet zaraz po nałożeniu krycie jest słabe. Choć może gdyby nie moje rowki na wargach to może byłoby inaczej, bo na swatchu na ręku kryje pięknie, a po roztarciu wygląda również pięknie z tym, że trochę prześwituje. Na ustach jednak wygląda paskudnie, choć z daleka tak się to nie rzuca w oczy. Z bliska jest tragedia. Roluje się się w rowkach i po prostu na ustach jest jeden wielki bajzel! 


Kolejnym minusem tej matowej pomadki jest zostawianie śladów. Trzeba mocno z tym uważać, a o całowaniu nie ma mowy, bo ślad na drugiej osobie murowany! Pomadka nie zastyga i jest jakby kremowa, ale to ostatnie akurat w pomadkach lubię, choć odbijanie śladów, aż takie spotkałam tylko przy tej z tych, które ja mam przyjemność posiadać.

Jeszcze co mi się podoba w tej pomadce to jej opakowanie i to okienko, gdzie widać kolor. Po prostu piękne, małe, zgrabne i eleganckie. Szkoda tylko, że nigdzie nie piszą jakiej jest pojemności, ale dość niewiele, bo porównując, np. z Golden Rose, które mają 5,5 ml Joko jest niższa (wysokość od dołu do powiedzmy gwintu zakrętki) i sporo "szczuplejsza". Na dodatek cenowo są podobne.


Kolor ma naprawdę piękny, ale co z tego jak cała reszta wypada blado. Nie kryje jak należy, zostawia mocne ślady, marze się, ciężko ją nawet ładnie rozprowadzić na ustach. Bardzo zawiodłam się na tej pomadce. :( Mam nadzieję popracują jeszcze nad tym i będą te pomadki idealne.
Ceny w internecie obecnie za tą pomadkę są kosmiczne moim zdaniem jak za taką jakość, najtaniej można ją kupić za 17 zł, a widziałam nawet za 29 zł - szok!

Oczywiście próbowałam sposobem użyć tej pomadki, ale zawsze wychodzi z tego kicha. Inne pomadki wyglądają ok, a ta jak skorupka. Naprawdę szkoda, bo jak wspominałam kolor bardzo mi przypadł do gustu i fajnie się w nim czuję. Poniżej zdjęcie makijażu z tą właśnie pomadką - z daleka wygląda naprawdę ciekawie. :)



A Wy dziewczyny miałyście jakieś kolory tych matowych pomadek tej marki? Może u Was się lepiej sprawdziły? 
Mi się podoba także kolor 061, ale jak mają taką jakość jak ta to szkoda mi pieniędzy. :( 

Pojemność: Nieznana
Cena: 17 - 29 zł
Moja ocena: Negatywna (z plusem za kolor!)

Pozdrawiam,
Janettt 


Copyright © 2014 Świat obiektywem Janettt , Blogger