poniedziałek, 21 marca 2016

Farbowanie - Marion 610 Głęboka czerń

Hej Kochani! :)

Dziś przed wyjściem do dermatologa nie wytrzymałam - wzięłam się za farbowanie włosów. ;) Farbę kupiłam jeszcze będąc u rodziców w drogerii Natura za 5,99zł. Z ciekawości poszukałam informacji o tej farbie (głównie w celu znalezienia "instrukcji" - nie lubię bez nich farbować włosów nawet jeśli robię to po swojemu, ale okazało się że ulotki nie ma w opakowaniu). Przy okazji przeczytałam dużo złych opinii na temat farb Marion - dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie pierwszy raz używam tej farby i chyba nie mam jej nic do zarzucenia. A więc co znalazłam w opakowaniu (pomijając brak ulotki):
- Farba w saszetce (40ml)
- Utrwalacz w wygodnej butelce z aplikatorem (40ml)
- Rękawiczki.




Skład


Właśnie robiłam dodatkowe zdjęcia do postu i zauważyłam że zamiast ulotki instrukcja była na saszetce. :D 
Instrukcja

To chyba oszczędność lub oszczędzanie drzew które zostały by wykorzystane do zrobienia papieru na ulotki. ;) W sumie? To nawet dobre rozwiązanie, ale wg mnie na opakowaniu powinni dodać informację gdzie znajduje się instrukcja. Na innych farbach (na opakowaniach) wydaje mi się że zazwyczaj piszą iż ulotka jest w środku. W każdym razie zasugerowałam się poprzednimi farbami i ufarbowałam włosy jak zwykle jeżeli chodzi o czas - czyli jakieś 10 minut odrosty i 20-30 min reszta. ;)
Jeżeli chodzi o aplikator jest to naprawdę wygoda farbując włosy samemu. Saszetka to również dobry pomysł - łatwiej z niej wszystko wycisnąć, bo w tubce zawsze coś zostanie. Nie lubię tubek z farbą właśnie z tego powodu. Zawsze część produktu zostaje w środku. Zazwyczaj też farba jest dość gęsta, a ta jest dość rzadka i szczerze mówiąc łatwiej się ją nakładało dzięki temu (oczywiście nie było rzadka jak woda - powiedziałabym że gęstość była w sam raz). Rękawiczki? Oczywiście przy farbowaniu było ok, przy spłukiwaniu oczywiście się porwały i palec czarny. ;)
No tak. Ale co z brudzeniem głowy farbą? No oczywiście przed wysmarowałam się tłustym  kremem Nivea (niezawodny chyba jeśli chodzi o to). Farba w miarę łatwo zeszła mi ze skóry - choć będąc na wizycie Pani dermatolog pytała co to za plama na ciele i jak powiedziałam że to od farby to się śmiała że ze mnie agentka. ;)



Jak dla mnie ta farba zasługuje na ocenę 10/10! Kolor ładnie pokrywa i nie spływa z włosów a płukanie zakończone sukcesem (zazwyczaj płuczę włosy w nieskończoność a kolorowa woda leci cały czas). Do tego nie ma jakiegoś przerażającego zapachu - w sumie nie zwróciłam uwagi na zapach (przy innych zapach był intensywny i niemiły). Tutaj jest niewyczuwalny zapach. I co najważniejsze ta mała na pozór pojemność starczyła na całe moje włosy! A najkrótsze nie są. 



Jedyne co ciężko mi stwierdzić to kondycja włosów po tej farbie, bo po spłukaniu umyłam włosy (wygranym) szamponem bez zbędnych dodatków a następnie po nałożeniu maseczki (z Biedronki), o której też Wam również jeszcze napisz - włosy były delikatne, lekkie i łatwo się czesało je nawet mokre.

Po całym zabiegu wysuszyłam włosy suszarką z jonizacją (kupiona w Biedronce za ok. 50 zł - rzadko używam suszarki ale myślę że było warto). 


Po wysuszeniu spryskałam odżywką również Marion do włosów farbowanych. 



Farba chyba najlepsza ze wszystkich i za tak małe pieniądze. Polecam z czystym sumieniem. :)

Moje włosy przed farbowaniem:




I po farbowaniu:








Pozdrawiam,
Janettt 

niedziela, 20 marca 2016

Gruszka chińska - Nashi

Witajcie! 

Dziś w Netto z Adamem znaleźliśmy ciekawy owoc - gruszkę chińską (w internecie znalazłam że nazywana jest Nashi).
Informację z Wikipedii o tej groszy znajdziecie tu -> Grusza chińska.
A co ode mnie na temat tej gruszki?
Kształtem faktycznie przypomina jabłko. 


W środku soczyste ale nie bez przesady i przypomina gruszke (również włókna ma jak gruszka).


 A smak? Ciężko powiedzieć. Ja czułam jakieś advokat, Adam też przyznał że tak smakuje. Jedyny minus? Chciało mu się bardziej jeść po tej gruszce. :D Mi w sumie też. Jedzenie jej przed obiadem był złym pomysłem. :)
Ogólnie smak ciekawy. Niestety cena 9,49zł/kg trochę odstrasza.  Choć za sztukę (0,370) wyszło nam 3,51zł. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taki wydatek. Z pewnością będę jeszcze na nie polować. Już myślę z czym by je połączyć. ;)

P.S. Jutro Kolejna kontrolna wizyta u dermatologa. Trzymajcie kciuki. ;)

piątek, 18 marca 2016

TRND - Projekt Zott Natur Śmietana.

Hej Kochani! 

Biorę udział w projekcie TRND śmietany Zott. Nie lada wyzwanie dla mnie. ;) 
Zatem od 16.03.2016r rozpoczęła się moja przygoda kulinarna! :)
Dostałam 12 szt śmietany 12% i 12szt 18%. Po 6 szt zostało u mamy bo tam podałam adres dostarczenia bo myślałam że będę u rodziców, ale jak wiecie wyszło inaczej. Resztę wczoraj przywiózł Adam wracając z Kielc z delegacji. Oczywiście zdjęcia całości nie ma (mamie nie udało się zrobić dobrego zdjęcia), a u mnie od wczoraj nie ma już 3 sztuk. :D Taaak... Adam jest "śmietanożercą", no i do obiadu wczoraj i dziś wykorzystałam. :D
A więc mam do rozdania 8 "Przepiśników" - śmietany nie będę rozsyłać bo terminator goni. :D Będę potrzebować też 20 opinii. Więc jeżeli ktoś chciałby pomóc mi zapraszam. :)
A to zdjęcia tego co udało mi się uwiecznić. :) Ach no i o fartuszku zapomniałabym, o który Panie podobno się niemal biją. :D





W ogóle to powinnam zacząć od Pana dostarczyciela. :D Pierwszy telefon "Czy jest już Pani w domu" jakbyśmy się znali i wiedział że mnie nie ma (a ja przecież w domu u siebie byłam w Sierpcu, choć w planach miałam być u rodziców ale wyszło inaczej). No ok nie ma mnie ale mama odbierze, to ok tylko nr domu Pani poda bo dziwnym trafem nie miał zapisanego. Wytłumaczyłam nawet jak dojechać od centrum Jaktorowa. Za parę minut kolejny telefon. Ale numery są do numeru 30 i koniec ulicy. : to się pytam czy dobrą miejscowość ma wbitą (na bank jechał z gps'em). "A (cisza) to ja zaraz do Pani oddzwonię. :D Ok. Trafił. Dzwoni. Dobrze to jestem mógłby do mnie ktoś wyjść? Nodobrze to ja zaraz zadzwonię do mamy. A całej rozmowie towarzyszyło śmieszne "hehe". Rozbrajał mnie ten Pan tym śmiechem. :D Dodzwoniłam się do mamy a ona ze śmiechem "właśnie autograf składam" i weź się nie wkurz. :D
Oczywiście po Jego pierwszym telefonie też zadzwoniłam do mamy. Śmiechowy Pan poprawił mi humor na cały dzień. :D 



Pozdrawiam,
Janettt :)

czwartek, 17 marca 2016

Wizyta w Rossmann'ie.

Witajcie!
Dziś wybrałam się do Rossmann'a. Celem była gąbka (bo swoją zostawiłam u rodziców - skleroza :D) i papier toaletowy bo mój Księciunio nie był łaskaw zakupić gdy wrócił po swojej delegacji - dobrze że były ręczniki papierowe. :D Ale mniejsza z tym. ;) Oczywiście jak to ja musiałam rozejrzeć się po sklepie i znalazłam. 
Piękny pędzel do różu policzków/brązera (tylko w to drugie muszę się zaopatrzeć jeszcze). :D Oczywiście na przecenie z 9,49 na 5,99zł. :)





Oczywiście musialam iść szperać dalej. :) Zatrzymałam przy kremach do stóp. «^_^»
Wybrałam taki z avokado. Moje stopy nie są w dobrej kondycji. Masa odcisków i zgrubienia. Postanowiłam zacząć coś z tym zrobić. I dziś po kąpieli użyłam tego kremiku i już po pierwszym użyciu stwierdzam że mam delikatniejsze i miękcejsze. :)



Zastanawiała mnie ta marka. Wahałam się ale coś mi się wydaje że to był strzał w dziesiątkę za jedyne 4,99zł. :)

BTW. Dziś było piękne słonko, było tak cieplusio że chciało się wyjść. :) W domu siedziałam i miałam iść na rower ale mówię użyje okno i pójdę. No ale Pan rozwożący śmietanę Zott - tak - załapałam się do projektu z tym że poszło do rodziców (jutro albo w piątek Adam odbierze jak będzie wracał z Kielc). :) Ale ten miły chłopaczek dzwonił z 5 razy bo zły adres miał nie wiedzieć czemu. :D Jeszcze do mamy musiałam dzwonić żeby wyszła i tak się zeszło. :) Ostatecznie umyłam okno nową szmatką firmy Leifheit którą wygrałam ostatnio. Alle... myć się nią fajnie myje tyle że zostawia "siepy" na szybie. Oczywiście wyprałam ją. Może teraz nie będzie zostawiać tych puszków. Jak będzie jutro ciepło to umyje nią drugie okno. :)


Pozdrawiam,
Janettt :*


wtorek, 15 marca 2016

Gąbeczki do makijażu.

Hej. 

Ostatnio kupiłam 2 gąbeczki do makijażu na bazarku za jedyne 3zł (marki nieznanej) :P. Oczywiście chciałam kupić te popularne w kształcie, tzw. jajka, ale dziewuchy wszystko rozkupiły (mojej siostrze się tylko udało i kupiła piękną niebieską za 5zł - zazdroszczę jej bo ona i tak się nie maluje). :D
Moje wyglądają średnio. Jak to Adam stwierdził "to wygląda jak pasztetowa". :D W sumie to porównanie ma coś w sobie. ;)



Co do użytkowania. Podkład rozprowadza się świetnie. Niby 3zł ale fajnie się sprawdza. Jedyny mankament? Czyszczenie. Jednej po pierwszym użyciu nie umyłam. Spróbowałam następnego dnia. Niestety na niewiele się to zdało. Przed myciem jej drugą stroną nałożyłam podkład żeby zobaczyć  czy bieżące mycie coś wskóra. Niestety. Myje się paskudnie. Wg mnie to gąbeczki na jeden raz. Jestem ciekawa jak z tymi droższymi. Może łatwiej się je myje. Próbuję takową wygrać (poluje zwłaszcza na Nanshy ale jak na razie bez rezultatów). 

Zalety wg mnie:
Ogólnie gąbeczki są świetne do nakładania makijażu. Dobrze leży w dłoni. Nie rozrywa się i jest ok. 
Wady wg mnie:
Jedynie  mycie to problem i wg mnie sporo podkładu wsiąka w gąbeczkę. 

Czy warto wydać 3 zł na te gąbeczki? Nie koniecznie. Ale dla samego przetestowania gdy nie stać nas na te droższe myślę że to dobra opcja. Są dwie. Cena 1,50zł za sztukę. Jeżeli te drogie także są tak ciężkie do mycia to z pewnością się opłaca. :)



Pozdrawiam,
Janettt :)

niedziela, 13 marca 2016

7 rzeczy, których nie wiecie o facetach

7 rzeczy,których nie wiecie o facetach.

Kto nie slyszał o tym filmie? Chyba każdy. Dziś (a raczej wczoraj no bo już po północy) pojechałam z siostrą do kina. Miałyśmy do wyboru to i bajkę. Ostatecznie i jednogłośnie wybrłyśmy film. Byłam sceptycznie nastawiona bo dla mnie dobre polskie kino raczej nie istnieje. Ale poszłam. Mieliśmy iść z Adamem ale mija siostra była szybsza. :D Połowę filmu pokładałam się ze śmiechu. Było momentami naprawdę śmiesznie, a momentami już aż żałośnie ale dało się to w moim mniemaniu zdzierżyć.  Drugą połowę przeryczałam. Dlaczego? Z wielu sytuacji i postaw (każdego z tych 7 "wspaniałych" mężczyzn) można by złożyć na jednego mojego Adama. Wiele sytuacji było podobnych do naszych.Najsmutniejsza bbyła historia tego żołnierza, który po powrocie z Afganistanu stałsię agresywny - mimo to do ojca odnosił w niesamowity sposób. Widać że kochał. Mój Adam też jest trochę taki zagubiony. Ale panuje nad swoją agresją. Nauczył się tego po jednym feralnym incydencie. To tylko pokazuje że faceci mimo grubej skorupy złości w środku są delikatnymi istotami. Za to myślę się ich kocha. :) Faceci nie zawsze umieją pokazywać uczucia i często unoszą się dumą nie zwracając uwagi na to czy nie robią tym przykrości innym. Wiele by jeszcze podobieństw znalazł. 
Ogólnie film mi się podobał. Pozytywnie mnie zaskoczył i z chęcią obejrzę go po raz drugi w towarzystwie Adama. Może po obejrzeniu tego filmu go olśni. 
Film oceniam na hmmm 8,5 / 10. Rozczarowałam się rolą Alicji Bachledy-Curuś. Myślałam że lepszą rolę zagra. Choć gdybym za samą puentę filmu miała dać punkty byłoby to 9,5. :)

Będą pewnie pytania apro po Adama... Oficjalnie nie mam co liczyć że będziemy jeszcze razem, ale kto wie. Może w końcu znajdziemy tą siłę i wróci to szczęście które malowało się na naszych twarzach na początku związku. Wczoraj w nocy pisaliśmy smsy dobre 4 godziny albo i więcej. Nie wiem czemu ale dopiero w taki sposób umiemy przedstawić nasze żale, pretensje ale i radości. Zaczęliśmy wielka awanturą i wyrzutami, a skończyło się na pięknych wspomnieniach. Tak - mimo wielu przykrości z Jego strony chciałabym dalej być z nim i od nowa budować nasze szczęście. Tym razem wspólnie bez żadnego obrzucania się błotem, wytykania błędów czy ukrywania żali. Jesteśmy tylko ludźmi. Ja też popełniłem wiele błędów. Także nie byłam idealna. Myślałam że daje mu całą siebie, moje życie, poświęcam się a okazało się że próbowałam go uszcześliwić zapominając o sobie co spowodowało że zamknęłam się w sobie i próbowałam obwinić Jego o brak możliwości pójścia do szkoły czy pracy. Głupio mi. Ale najważniejsze to przyznać się do błędów. Przede mną/Przed Nami jeszcze dużo pracy.
No i wciąż oboje się kochamy mimo tego co wyniknęło między nami. Cudnie było przeczytać smsa "czy mamy w domu nici?". "Mamy" z jednej strony czuje szansę że jeszcze coś stworzymy a z drugiej boje się tej nadziei.  Nie chce sama siebie rozczarować. Ale chce się zmienić. Dla siebie no i dla niego też. Chcę być szczęśliwą. Z Nim. <3  
  
Pozdrawiam,
Janettt 

piątek, 11 marca 2016

Plan na najbliższe miesiące...

Nastał etap planowania w moim życiu. Z mojego związku zostaną tylko wspomnienia. Muszę w końcu wziąć się za siebie. Chcę spełniać swoje marzenia. Zacznę od pracy za granicą. Mam nadzieję że wypali. Zarobię mam nadzieję chociaż na spełnienie moich małych marzeń. Choć chciałabym spełnić wszystkie jak najszybciej.
Studia, praca, taniec i fotografia (może studia właśnie w tym kierunku). Chciałabym w końcu uwierzyć że mi się to wszystko uda. Chcę w końcu uwierzyć w siebie! Nie być już zastraszoną dziewczyną która boi się realizować marzenia.!
W końcu po to są. Są po to by je realizować! Czemu ja mam tego nie zrobić? Bo jakiś dupek mi wmawia że nie dam rady? Niech spada!
Tak bardzo go kocham... Ale rozum zaczyna wygrywać z sercem. Myśl o samotności jest okropna. Ale widać los tak chciał. Nie jestem idealna ale jestem sobą! Nie mogę pozwolić by znów się ktoś mną bawił jak Adam i wmawiać coś co jest nie prawdą. Trudno jest pogodzić się z tym że już go nie będzie. :(
Coraz gorzej się czuje. W nocy nie mogłam spać. Myślałam. I doszłam do wniosku że przez niego cały dzień nie jadłam. A dziś mi nie dobrze na widok jedzenia. :(
Muszę być silna. Będę taka jaką Zawsze nie chciał ale nie będzie miał. Więcej szans mi nie mogę dać (choć znając mnie to pewnie tylko slowa) ale będę się starała wygrać z głupiutkim sercem.
Czas na spełnianie marzeń.

Dziękuję wszystkim którzy mnie wspierają. <3
Janettt

czwartek, 10 marca 2016

Miłość.

Czym jest miłość? Chciałabym wiedzieć. Starasz się, walczysz, wylewasz litry łez, poświęcasz swój czas, całą siebie. Liczysz na odwzajemnienie uczuć. A co dostajesz w zamian? Ból i cierpienie. Mówi że nie chce dalej tego ciągnąć, mówi że nie ma już siły. Mówi to mimo że nie kiwnął palcem by cokolwiek zmienić by było lepiej. Przecież to ja jestem tą najgorsza. To wszystko moja wina. To przecież ja z miłości byłam w stanie zabić i po co? By po prawie 3 latach związku usłyszeć że kocha, że znaczę dla niego wiele. Ale co z tego skoro nie vice mnie w swoim życiu i zapewnia że znajdzie inną, która nie pozwoli sobą pomiatać jak ja. Zastanawiam się po co były te rozstania i powroty, łzy i radość. Uczucia i pożądanie. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Piszę to ze łzami w oczach....
Tak bardzo chciałam by mnie pokochał. A jak już to zrozumiałam że kocha po prostu chce odejść. :( Nie chce mi się żyć bez niego. Tak. To uzależnienie i przywiązanie ale i wielka miłość o której ciężko będzie zapomniec. Chciałam by mnie wspierał, rozumiał, akceptował, kochał. Dawałam mu wszystko. Moją miłość, wierność, czas, życie. Starałam się jak mogłam. Ale nie umiałam sama zmienić mojej niesmialosci i niskiej samooceny. Bo jak gdy własny facet mnie nie szanował.
Bardzo kocham Adama ale skoro chce odejść i będzie mu lepiej z inną - niech idzie. Ale wiem że żadna go tak nie pokocha i nie są tyle co ja.
Żałuję że nie umiem być silniejsza i bardziej pewna siebie. Chciałam szacunku i miłości a dostałam to co dostałam.
Nie mam komu się wyżalić, nie mam z kim porozmawiać. Nie mam bliskich znajomych którzy w każdej chwili mogliby się spotkać i pozwolić. Mi się wypłakać na swoje ramię. W Nim też nigdy nie miałam wsparcia. Nie radzę sobie. Myślałam że zakładając tego bloga będzie łatwiej. Oderwę się. Ale nic to nie dało. Nie podołałam. Dobrą kobietą dla mężczyzny też nie potrafię być.
Nigdy nie chciałam romantyka - tacy mnie denerwują. Chciałam jego. Ale żeby umiał mnie szanować. Niestety. Poległam w każdym calu.
To miłość toksyczna. Ale muszę w końcu poddać się i ogłosić porażkę - wywiesić białą flagę.
To ja nie mam siły. To on jest egoistą, który nie szanuje kobiet. Jest zupełnym przeciwieństwem tego co zawsze oczekiwałam od mężczyzny. Ale serce nie sługa. Tak bardzo chciałabym zasnąć i się nie obudzić. Albo obudzić i stwierdzić że to był tylko zły sen. Tęsknię za nim. Może ten wyjazd nie był zły. Pokazał mi że wcale tak naprawdę mu nie zależy. Jestem słaba. Ale chciałabym nadal być z nim. Choćby bez ślubu i dzieci. Ale bylo minęło. Tak bardzo chce go przytulić. Chcę umrzeć.

Możecie mnie linczować, wyśmiewać. Proszę bardzo. Zasłużyłam. Zasłużyłam no kocham go nad życie jak idiotka i daje sobą pomiatać. Rodzice się ucieszą. Ale na razie nic im nie powiem. Najpierw chcę z nim porozmawiać. Może zmieni zdanie. Choć coraz mniej wierzę w to że zmieni zachowanie.
A teraz koniec tych łez. Trzeba poprawić makijaż i dalej udawać przed rodzicami że jest ok.

Boli. Może się zagoi. A może będzie tylko źle. Czas pokaże.

Dziękuję jeśli to przeczytaliście.
Jest mi bardzo źle.

Pozdrawiam,
Janettt

wtorek, 8 marca 2016

Odświeżacz powietrza.

Cześć!

Pewnie nie jedna z Was miała zagwostkę co zrobić gdy skończy się odświeżacz powietrza.
Ja robię to z dwóch składników które każdy powinien mieć w domu. A zatem potrzebujemy:
- płyn do płukania tkanin (najlepiej o Waszym ulubionym zapachu ale przecież innych raczej nie kupujecie ;) )
- woda (najlepiej przygotowana zimna
- pojemniczek z pompką (u mnie jest to buteleczkapo perfumach - plastikowa)

A co dalej?
Wlewamy wode do pojemniczku (buteleczki) wlewamy nie za dużo płynu (adekwatnie do butelki), zakręcamy i mieszamy. Gotowe. :)

Proste, szybkie i dość wydajne u mnie. I nic się nie marnuje. :)

I dla wszystkich kobitek Wszystkiego NAJ Kochane! :*
Ja dziś zostałam nie
miło potraktowana, ale postawilam się i wykorzystałam, że Adam jest w delegacji sam. Właśnie siedzę w autobusie do rodziców. Może jak wróci i się dowie że mnie nie ma otworzy oczy. Pokaże mu że nie jestem taka słaba jak mu się wydaje choć serce mnie boli!
Może zrozumie. Może nie. Kwestia czasu.



Miłego wieczoru. <3

Janettt

niedziela, 6 marca 2016

Historia choroby.

Witam Kochani. :*

Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które przeziębienia, grypy i inne zła koniecznie dotykają raz na kilka lat. No właśnie, ale to tylko ten jeden plus. Niby choruje rzadko ale jak już się przyplącze coś to to coś jest poważniejsze, kończące się operacjami. 

A więc po kolei. Moja pierwsza choroba:
Torbiel na jajniku. To był okres gdy miałam 14 lat i często symulowałam bóle brzucha gdyż byłam nie chetną do nauki czy sprzątania (i tak na ten wiek dużo należało do moich obowiązków, ale to szczegół). Przyszedł weekend, że naprawdę zwijałam się z bólu. Oczywiście rodzice mi nie wierzyli. Sobotę jakoś przeżyłam (pamiętam podwórko grabiłam z liści - był wrzesień). Niedzieli już zbytnio nie pamiętam. Ale w nocy z niedzieli na poniedziałek obudziłam się zielona (mama w końcu zauważyła). To ojca za fraki i "jedź z nią na szpital". Z wielkim bólem w końcu się zgodził. Na wszelki wypadek wzięłam rzeczy gdybym miała zostać. Najpierw pojechaliśmy do szpitala w  Żyrardowie, ale tak powiedzieli że to już nie nasz region i trzeba było jechać na Grodzisk ale tam też by mnie nie przyjęli (jeżeli dobrze pamiętam wymiotowałam chyba na korytarzu). Wróciliśmy do domu. Mama zadzwoniła na pogotowie ale tam też że nie przyjadą i żeby jechać najlepiej na Warszawę. No to pojechałam z tatą. Mama została w domu z moją młodszą siostrą. Błądziliśmy dłuższy czas. Ok 4 rano zatrzymaliśmy się przed jakimś budynkiem. Okazało się że fart chcial i był to szpital którego szukaliśmy! Ale to nie koniec. Ciężko było znaleźć chociażby jakąś pielegniarkę, ale w końcu jakoś się udało ale i tak czekaliśmy z jakąś godzinę. Na domiar złego lekarz nic nie stwierdził i chciał mnie wysłać do domu! Oczywiście uparłam się że zostanę. I mnie zostawili z podejrzeniem wyrostka co również nie jest bezpieczne. No ale... W poniedziałek koło 10 chyba miałam już operację albo we wtorek bo pamiętam że dużo badań też miałam. A co się okazało na stole operacyjnym? Miałam bardzo dużą torbiel, która w  każdej chwili mogła pęknąć. Bodajże torbiel miała 10x4 cm (czyli była większa chyba od samego jajnika). Wycięli mi zatem cały jajnik z tą torbielą i przy okazji wyrostek robaczkowy. W szpitalu byłam ze dwa tygodnie. Plusem było poznanie Miss World 2006 (wybory były akurat w Warszawie) - do dziś mam autograf Tatiany (bodajże;)). To było śmieszne przeżycie. Głupia poszłam się wymalowac i wyglądałam pewnie jak klaun! :D Szczęście przeżyłam to wszystko (operacje).później w domu jeszcze długo siedziałam. Ale... rodzice dopiero w domu powiedzieli co mi naprawdę wycięli. Dziwnie się z tym czułam i nikomu o tym nie mówiłam. Wydawało mi się to złe i że ludzie w szkole jeszcze bardziej nie będą mnie lubić. Długo trzymałam to w tajemnicy. Ale w końcu przestałam się tym przejmować i mówiłam o tym. W końcu to część mnie, moja historia. I przez to nie mogę mieć dzieci. Ciężko mi z tym ale daję radę. Nie mam wyjścia. 

Później były migdałki. Dość niedawno. 2013 rok. Początek mojego stażu u komornika. Chorowałam na anginę niemal co miesiąc. W końcu zaczęłam chodzić po lekarzach. Dopiero wysłali mnie na usunięcie. Cieszyłam się w sumie. Operacji była na wrzesień. W międzyczasie poznałam Adama. Na pierwszy termin się nie udało bo dostałam okresu. Zabieg wypadł akurat gdy w Skierniewicach było święto, tzw. przez wielu ludzi jako "święto krzaka i buraka". ;) Wiele gwiazd mnie ominęła, ale cóż. Miałam obok siebie Adama. Bardzo się cieszyłam że jest przy mnie. I przyjechał specjalnie do mnie taki kawał. :) Po tygodniu chyba wyszłam. :)
No i ciekawa była akcja gdy mój szanowny nie ślubny położył się koło mnie na łóżku a ciocia przyszła do mnie w odwiedziny. :D Nie powiem bo coś kombinowaliśmy ale ostatecznie nic nie było. :D ja i tak ledwo mówiłam to co mieliśmy innego robić? ;) Ciocia oczywiście zostawiła dla mnie to co przyniosła i poszła zpeszona całą sytuacją. :)

No i ostatnie co mi się przyplątało i rosło latami. Powiększony płat tarczycy i guzek. Kiedyś byłam u Pani endokrynolog (przed migdałkami a po torbieli). Oczywiście powiedziała że powiększony płat to nic i mam się nie prawie 2lata temu pochowaliśmy mamę Adama. Zmarła właśnie w skutek nieleczonej tarczycy. Wystraszyliśmy się, a szyję miałam coraz grubszą. W końcu u siebie w Jaktorowie znalazłam lekarza (byliśmy z Adamem na etapie rozstania) w nowo otwartej specjalistycznej przychodni. Po kilku wyjazdach do Warszawy (ostatni z Adamem już bo względnie szybko wróciliśmy do siebie) w tym biopsji zgodziłam się na skierowanie do szpitala. Zapisałam się już w Płocku. Operacja była na sierpień 2015. W szpitalu ku mojemu zdziwieniu byłam 3 dni. To dość krótko w porównaniu nawet z migdałkami. W dniu operacji przyszedł Adam ale nie mógł mnie zobaczyć. Nawet mówić nie mogłam. Długo miałam z tym problem. Ale cieszyłam się że chciał mnie zobaczyć. Następnego dnia odwiedzili mnie rodzice.  Nie byli najlepsi ale mogłam jednak często na nich liczyć. Szczęście nie spotkało się z Adamem bo była by jazda. :D Przyjechał wieczorem. I problem. Środa - wychodzę a on musi jechać do Krakowa i co robić? Zadzwonił do wujka czy by mnie nie odebrał. Akurat miał wolne wiec się zgodził. Ale ostatecznie rano w środę czekaliśmy chyba do 10 czy 11 aż dali mi wypis i wypelnili zwolnienie do UP. No i pojechaliśmy. 2 dzień po operacji a ja w taką trasę. Najgorzej było na wertepach. 
A i jeszcze co mnie zdziwiło? Dzień po operacji kazali mi normalnie jeść! Byłam w szoku. Dopytywałam lekarzy czy oby na pewno. I mogłam. Ale chyba na dobre mi to wyszło. Rozruszałam się i narządy. 
Na kontrolach lekarz był zadowolony że bardzo dobrze wykonali zabieg i że mogę mówić (z niektórymi podobno musiał się porozumiewać na migi). Jeżeli chodzi o szef na szyi? Przyzwyczaiłam się. Początkowo chodziłam z szalem mimo upałów. Ale podobno dodawał mi uroku i faceci oglądali się za mną a w restauracjach i hotelach traktowali mnie jak damę (nie wspominając co było na obiektach). Aktualnie nie zszyli tego idealnie (tylko połowa była tak dobrze zszyta że teraz nie ma śladu, ale resztę widać niestety). No ale nie zwracam już uwagi na to. Początkowo gdy nie miałam szala ludzie patrzyli na mnie jak na jakies dziwadło co mnie denerwowało ale w końcu szal mnie nauczyło by przestać zwracać uwagę na innych. :)

Jeżeli ktokolwiek przeczytał to do końca to wie że w swoim życiu trochę przeżyłam. I jeszcze więcej ale na jeden post chyba wystarczy by Was nie nudzic.

Dziękuję tym co są, i będą moimi czytelnikami. :)
Udanego tygodnia. :)


sobota, 5 marca 2016

Rozmyślania...

Witajcie!

Tak siedzę sobie i myślę co Wam tu napisać. I nie wiem. Muszę wszystko zebrać "do kupy" by móc o czymś konkretniejszym pisać. 
W ogóle ostatnio czuje się wypalona, do niczego. A może by tak znów zrobić przerwę i pojechać do rodziców na dłużej? Jeżeli 8.03 Adam będzie przejeżdżał gdzieś w moich rodzinnych rejonach to chyba zostanę u rodziców do 18.03 (mam wizytę wUP, a i tak musze zapisać się na kolejną wizytę kontrolną do endokrynologa - muszę Wam opowiedzieć o co chodzi...). Ostatnio między nami jest coraz więcej zbędnego napięcia, a nie chciałabym byśmy znów się na sobie wyżywali. Lepiej odetchnąć. Jemu pewnie pomysł się nie spodoba, ale w końcu muszę mieć swoje zdanie. Pewnie gdybym miała swoje pieniądze już w piątek byłabym u rodziców. 

A teraz Endokrynolog, albo nie. Napiszę o tym osobny post. :)


Pozdrawiam,
Janettt :*

piątek, 4 marca 2016

Zapowiedź.

Hej!

Dziś pokażę Wam część moich kosmetyków (większość przynajmniej postaram się z grubsza opisać i zrecenzować - po mojemu).
Dziś w ogóle miałam ciężki dzień. :( Ale byłam tak zła że jak tylko Adam wyszedł za drzwi przed 8rano nie poszłam spać. :D Pomalowałam paznokcie, zmieniłam fryzurę (na noc śpię ostatnio w warkoczu bo za bardzo włosy mi się plączą!), zrobiłam makijaż do bitwy na pędzle (choć i tak nie mam szans ale to i tak tylko zabawa, która jest główną nagrodą :D ) no i wzięłam się za sprzątanie. Ostatnio niestety zaniedbałam dom ale wszystko wraca do normy. Ale i tak musimy w końcu się przeprowadzić bo te 17m2 jest za małe na nas dwoje i moje wygrane. :D

A wracając do kosmetyków, oto one:

I kuferek, który wczoraj przekazała mi sąsiadka (najczęściej właśnie ona odbiera nasze paczki gdy nas nie ma). Co prawda wwygrałam go w grudniu ale przez pomyłkę w adresie nie dotarł. ;). To on:




Cudne - prawda? :)


Miłego Weekendu Kochani! :* <3

czwartek, 3 marca 2016

Plan na bloga.

Witajcie Kochani! :)

Dziś tak sobie myślałam - jeżdżę dużo z Adamem po hotelach i różnych obiektach. Może chcielibyście bym pisała po swojemu nasze recenzje hoteli i restauracjach w nich (lub ich braku bo to też się zdarza)?  Może nawet o obiektach trochę będę wspominać jak to wygląda od zaplecza. Mój blog to będzie wielki "misz-masz". :)
Sądzę że to dobry pomysł. Czekam na Wasze zdanie. :)

Miłego dnia. :* :)


Restauracja w Lubartowie.

środa, 2 marca 2016

Pierwsze powitanie.

Witajcie!

Trzeba jakoś trzeba będzie zacząć. Hmmm...
Mam na imię Żaneta mam (i znowu te rocznikowe niedopowiedzenia - jestem z grudnia i zawsze mam problem powiedzieć ile mam lat) rocznikowo 24 już. :) Mieszkam w Sierpcu (przeprowadziłam się ze wsi spod Warszawy do faceta) już ponad 2 lata. Mój luby? Adam, on ma 32 lata (też rocznikowo - również jest z grudnia). :) Pewnie dla wielu z Was ta różnica wieku jest duża, ale dla mnie to nic. W końcu miłość jest najważniejsza. Inaczej nie przeprowadzałabym się do Niego. :)
Jeżdżę z Nim po całym kraju to nowość, bo kiedyś myślałam, że nigdy nie wyjdę z szarej rzeczywistości swojej wsi. Przyjaciół prawdziwych nigdy nie miałam, z rodzicami była ciężka sytuacja więc wyprowadzka była ulgą. Co nie znaczy że jest bajkowo...

To co jeszcze o mnie? Uwielbiam muzykę, długie wycieczki rowerowe oraz fotografowanie. Ostatnie to moja największa pasja. Nie rozstaje się z aparatem.

Ogólnie nie wiem co ze sobą zrobić. Nie pracuje, nie uczę się. Czuję się trochę taka "nic nie warta" jak to powiedział dziś mój facet. (taaak, on tak często mnie dołuje). Jestem zakompleksioną, grubą dziewczyną po usunięciu torbieli z jajnikiem, migdałków i ostatnio tarczycy. Pewnie to mało interesujące ale od czegoś próbuje zacząć i przy okazji wygadać się.
Nie jestem do końca szczęśliwa. Chciałabym wiele zmienić w swoim życiu ale sama nie potrafię, a motywacji i wsparcia ze strony Adama na pewno nie będę miała.

Przejdźmy w końcu do sedna. O czym będzie mój blog? Myślę że o wszystkim. Trochę o moim życiu, moich pasjach, będę po swojemu testować i recenzować wygrane nagrody na Facebooku a jest ich sporo. :) Myślę że o książkach także będę pisać. Wygrałam już kilka z czego już dwie przeczytałam w tym roku. W kolejnych postach pokaże Wam moją kolekcje. :)

A tymczasem zapraszam Was na mojego floga oraz mój fotograficzny 
fanpage na facebooku (klik w odnośniki). :)

P.S. To mój można powiedzieć drugi blog. Pierwszy to był niewypał. Mam nadzieję tym razem się uda. :)

Pozdrawiam z Tych,
Janettt