Blistex Orange Mango, balsam do ust, sztyft, SPF 15

Blistex Orange Mango, balsam do ust, sztyft, SPF 15




Owocowy balsam do ust Blistex, który dostałam jakiś czas temu w jednej z wygranych paczek. Balsam jest o smaku pomarańczy i mango. Bardzo kojarzy mi się z takimi drażami/pastylkami owocowymi, które kiedyś były w kubeczkach plastikowych (chyba nawet są jeszcze dostępne w sklepach, ale bardzo rzadko).  W każdym razie zapach dla mnie świetny. :)
Balsam moim zdaniem ładnie nawilża usta (pewnie dzięki zawartości witamin C i E), choć czuć, że jest na ustach. Mimo to mam fajne gładkie usta po nim, nie są popękane i nie mam już suchych skórek (a przed rozpoczęciem używania miałam i pod matowymi pomadkami było je ostro widać). 


Produkt bardzo przypadł mi do gustu, zwłaszcza że już jakiś czas temu rozstałam się z balsamami i w ogóle nie używałam. Na chwilę obecną częściej używam tej pomadki ochronnej niżeli kolorowych.
Produkt jest świetny w dodatku ma filtr SPF 15. Naprawdę jest godny polecenia.
W internetach cena za to cudo to ok. 10zł.





Reasumując, rzadko używam takich rzeczy jak balsamy, co najwyżej na noc, ale to bardzo przydatna rzecz i nie powinniśmy z nich rezygnować. Później tylko płacz i pretensje nie wiadomo do kogo, że ma się popękane usta. ;)
Ponadto produkt ma jedną wadę, ma problem z wkręcaniem go z powrotem. O ile ładnie się go wykręca, to droga powrotna jest dla niego utrudnieniem i trzeba go wpychać "ręcznie".
Poza tym to fajny produkt, który warto mieć w torebce. :)



Pojemność: 4,25g (sztyft)

Cena: ok 8zł
Ocena: Pozytywna

Pozdrawiam,
Janettt
Smart Girls Get More XXL Masakra Black

Smart Girls Get More XXL Masakra Black




Dzisiaj chciałam Wam przedstawić tusz, który mam już dłuższy czas i dopiero ostatnio się do niego przekonałam. Początkowo przyznam podeszłam zlewczo do niego, bo uważałam efekt za słaby jak na moje widzi mi się. Ostatnio zaczęłam go jakoś częściej używać i o dziwo tusz w końcu zaczął mi odpowiadać. Po MAYBELLINE Lash Sensational Luscious Mascara with Oil Blend, który skleja rzęsy i daje za grube warstwy ten wydaje się być ideałem, a po poprawieniu SGGM tym ciemnym
Lash Sensational, wygląda to połączenie cudnie. MAYBELLINE sam kiepskawy daje efekt, ale przyciemniając ten wygląda ładnie i nie skleja się już tak bardzo.

W każdym razie SGGM wgląda cudownie, naturalnie i delikatnie. Zdecydowanie wydłuża, podkreśla i lekko pogrubia rzęsy. Ta maskara jest po prostu wspaniała i nie żałuję, żadnej wydanej złotówki.
Markę poznałam już wcześniej wygrywając ich produkty, także podczas zakupów nie zastanawiałam się długo nad wyborem tej marki, co najwyżej nad kolorem opakowania, bo XXL zachęcało, a róż odpychał. No i ostatecznie wzięłam ten i naprawdę cieszę się z wyboru.


Mam go już dość długo i przyznam chyba nic, a nic nie wysechł. Po prostu serducho rośnie na samą myśl o nim. To nawet Rimmel Shake Shake nie jest takim ulubieńcem choć może tamten jeszcze bardziej rozdziela rzęsy i daje im objętości. Początkowo nieco szczoteczka mnie przeraziła w tym tuszu i niestety jeden minusik ma - czasem brudzę sobie powiekę tą szczoteczką, a zawsze zapominam, że mam tą podkładkę z Ali, żeby się właśnie nie wybrudzić. Skleroza nie jedno ma imię. Poza tym to z pewnością ulubieniec.


Tusz Smart Girls Get More XXL Masakra Black  kupiłam chyba kiedyś w Naturze za 8-9zł (albo nawet taniej w promocji - nie pamiętam) choć zakupiłam jeden tusz z dwa tygodnie wcześniej na ezebra.pl i zapomniałam o tym na śmierć czego efektem jest w domu dodatkowy tusz, zafoliowany, czekający na lepsze czasy - mam nadzieję GR się nie zepsuje i wytrzyma te zwłokę. ;)


Do zakupu skusiła mnie niska cena i wielki napis XXL. Może nie mam jakichś marnych rzęs, ale lubię jak są dobrze widoczne i dlatego początkowo niedoceniałam opisywanego tuszu. :) Teraz jest moim ulubieńcem i w kółko go męczę.



Pojemność: 10ml
Cena: 8-9zł
Moja opinia: pozytywna :)

Pozdrawiam,
Janettt
Antyperspirant Nivea Dry Fresh - testowanie wizaz.pl

Antyperspirant Nivea Dry Fresh - testowanie wizaz.pl


Dziś chciałam przedstawić Wam produkt, który ostatnio testowałam dzięki portalowi wizaz.pl . To moje co prawda zaledwie drugie testowanie, ale zawsze coś. W poprzednim niestety nie dostałam ankiety końcowej (nie orientowałam się, że taką powinnam dostać, nie dopytywałam i sprawę olałam) przez co myślałam, że już nigdy więcej się nie dostanę do testów czegokolwiek, a tu ostatnio niespodzianka. Bardzo miło się zaskoczyłam i tym razem ankietę oraz opinię na portalu wypełniłam. :) 

Tak więc testowanym produktem jest Antybakteryjny antyperspirant Nivea - Dry Fresh. Oko cieszy w moim mniemaniu przyjemne dla oka opakowanie i praktyczne. Buteleczka całkowicie przypadła mi do gustu i jeśli chodzi o to nic bym w niej nie zmieniała. Ponadto u góry mamy blokadkę, którą bardzo łatwo odblokować jedną ręką (filmik z tym możecie zobaczyć u mnie na profilu DC klikając TUTAJ). Sam kształt jest naprawdę miły dla oka, ale nie wiem czemu tak mi się spodobał ten produkt pod tym względem. 


Kolejna rzecz na którą warto zwrócić uwagę to skuteczność. Nie czuć aż takiej potliwości po nim. Faktycznie pachnie dość długo i zostawia przyjemne bym powiedziała wrażenie na skórze. Nie zostawia śladów na ubraniu (testowane przy czarnej bluzce!).  A najważniejsze w moim przypadku jest to, że nie podrażnia skóry i jej nie wysusza jak miałam ostatnio przy testowania Adidas AdiPower. Może nie zapewnia 48 godzinnej ochronny, ale co najmniej kilka godzin na pewno działa, a na pewno 20-30km wycieczkę rowerową wytrzyma.
Skóra po użyciu moim zdaniem jest delikatna i miękka. Czuć dotykając dłonią taką mięciutką, przyjemną powłokę.



Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o minusach tego produktu. Ogromną wadą tego antyperspirantu jest zdecydowanie zapach. Co prawda jest ładny kwiatowy, ale niestety bardzo duszący. Na większej przestrzeni nie jest to aż tak rażący minus, ale tak jak u mnie w domu, w małym pomieszczeniu po prostu jest to mocno uciążliwe. Adam często mnie gani za pryskanie się nim, nawet stwierdził, że "babcinie"  pachnie, ale już do tego stwierdzenia przywykłam.
Ponadto jeśli dobrze wyczytałam, za duszący zapach odpowiedzialny jest Citronellol ("
Jest klasyfikowany jako drażniący, wpisany na oficjalną listę potencjalnych alergenów").


Reasumując, duszący zapach jest tutaj dużą wadą przez co odechciewa się go używać mimo dobrego działania. Na wizaż dostał ode mnie 4/5 gwiazdek, ale na pewno bym go nie zakupiła - no chyba że popracują nad dym duszącym i drażniącym zapachem. Pod względem działania lepszego w swoim życiu antyperspirantu sobie nie przypominam.

Skład:
Butane, Isobutane, Propane, Cyclomethicone, Aluminum Clorohydrate, Isopropyl Palmitate, Alumminum Sesquichlorohydrate, Magnesium Aluminum Siicate, Persea Gratissima Oil, Disteardimonium Hectorite, Octyldodecanol, Dimethicone, Proylene Carbonate, Dimethiconol, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Linalool, Citronellol, Limonene, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Parfume.
 

Pojemność:  150ml
Cena:
Moja ocena: Negatywna (z ogromnym + za skuteczność)

Pozdrawiam,
Janettt
 

JOKO MATT LIPS 062 Bad Girl

JOKO MATT LIPS 062 Bad Girl


Hej! 

Po krótkiej przerwie przybywam do Was z nowym postem. Aktualnie mam niesprawny laptop, dlatego musiałam robić nowe zdjęcia, ale może to i lepiej, bo jestem z nich zadowolona. :) Mam tylko nadzieję, że dane z dysku jednak uda mi się odzyskać bez wyjątku, bo trochę tam pamiątek w postaci zdjęć, filmów, itp. miałam, więc szkoda byłoby to wszystko stracić. Ale dziś nie o tym. Chciałabym Wam przedstawić pomadkę w płynie marki JOKO MATT LIPS 062 BAD GIRL, którą przed nowym rokiem udało mi się wygrać w jednym z facebookowych konkursów. Jej kolor jest obłędny, ale czy to matowe cudo spełnia swoją powinność? Zapraszam do lektury. ;) 


Pomadka ma zapewnić ustom głęboki i mocno nasycony kolor o matowym wykończeniu, ma idealnie kryć przez wiele godzin. Jej formuła jest wzbogacona o kompleks witamin A, E, F oraz masło shea, które nawilża, wygładza i pielęgnuje usta. Nie zawiera parabenów. Ale czy to wszystko prawda? Czy może producent sobie wymyślił bajeczkę? Według mnie to raczej bajeczka. Kolor jest fantastyczny - jakby neonowy, jasny łososiowy, a zapach także niczego sobie, jakby owocowy i chyba na tym koniec zalet tej pomadki. Nooo... Do zalet jeszcze byłabym skłonna dopisać, że nie wysusza ust. Przynajmniej u mnie. 


Poza tym pomadka jest słaba. Aż tak wiele godzin nie kryje, ba! Nawet zaraz po nałożeniu krycie jest słabe. Choć może gdyby nie moje rowki na wargach to może byłoby inaczej, bo na swatchu na ręku kryje pięknie, a po roztarciu wygląda również pięknie z tym, że trochę prześwituje. Na ustach jednak wygląda paskudnie, choć z daleka tak się to nie rzuca w oczy. Z bliska jest tragedia. Roluje się się w rowkach i po prostu na ustach jest jeden wielki bajzel! 


Kolejnym minusem tej matowej pomadki jest zostawianie śladów. Trzeba mocno z tym uważać, a o całowaniu nie ma mowy, bo ślad na drugiej osobie murowany! Pomadka nie zastyga i jest jakby kremowa, ale to ostatnie akurat w pomadkach lubię, choć odbijanie śladów, aż takie spotkałam tylko przy tej z tych, które ja mam przyjemność posiadać.

Jeszcze co mi się podoba w tej pomadce to jej opakowanie i to okienko, gdzie widać kolor. Po prostu piękne, małe, zgrabne i eleganckie. Szkoda tylko, że nigdzie nie piszą jakiej jest pojemności, ale dość niewiele, bo porównując, np. z Golden Rose, które mają 5,5 ml Joko jest niższa (wysokość od dołu do powiedzmy gwintu zakrętki) i sporo "szczuplejsza". Na dodatek cenowo są podobne.


Kolor ma naprawdę piękny, ale co z tego jak cała reszta wypada blado. Nie kryje jak należy, zostawia mocne ślady, marze się, ciężko ją nawet ładnie rozprowadzić na ustach. Bardzo zawiodłam się na tej pomadce. :( Mam nadzieję popracują jeszcze nad tym i będą te pomadki idealne.
Ceny w internecie obecnie za tą pomadkę są kosmiczne moim zdaniem jak za taką jakość, najtaniej można ją kupić za 17 zł, a widziałam nawet za 29 zł - szok!

Oczywiście próbowałam sposobem użyć tej pomadki, ale zawsze wychodzi z tego kicha. Inne pomadki wyglądają ok, a ta jak skorupka. Naprawdę szkoda, bo jak wspominałam kolor bardzo mi przypadł do gustu i fajnie się w nim czuję. Poniżej zdjęcie makijażu z tą właśnie pomadką - z daleka wygląda naprawdę ciekawie. :)



A Wy dziewczyny miałyście jakieś kolory tych matowych pomadek tej marki? Może u Was się lepiej sprawdziły? 
Mi się podoba także kolor 061, ale jak mają taką jakość jak ta to szkoda mi pieniędzy. :( 

Pojemność: Nieznana
Cena: 17 - 29 zł
Moja ocena: Negatywna (z plusem za kolor!)

Pozdrawiam,
Janettt 


AA INTYMNA ADVANCED MED+ SPECJALISTYCZNA EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ

AA INTYMNA ADVANCED MED+ SPECJALISTYCZNA EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ


Hej!
Dziś chciałam Wam przedstawić produkt marki AA INTYMNA ADVANCED MED+ SPECJALISTYCZNA EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ. Jestem raczej z tych osób, które nie wierzą w działanie takich produktów, ale skoro się nadarzyła okazja, więc przetestowałam i przyznam, że miło się zaskoczyłam. Może nie jest to jakieś monstrualne działanie, ale jest. Borykałam się jakiś czas temu z problemami z pęcherzem, a teraz jest zdecydowana poprawa i nie potrzebne mi były żadne tabletki typu Furagina, itp.


To może trochę o samym produkcie, który przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji dla kobiet szukających wsparcia w przypadku skłonności do nawracających infekcji intymnych, bądź infekcji dróg moczowych. Emulsja ta zawiera Uro Med Complex, czyli połączenie kwasu mlekowego, kompleksu przeciwgrzybiczego i żurawiny. Za zapobieganie namnażaniu się szkodliwych drobnoustrojów odpowiada kompleks przeciwgrzybiczy i przeciwbakteryjny, a unikalny skład chroni przed powstawaniem niechcianych zapachów. Kwas mlekowy wspomaga odbudowę naturalnej mikroflory tym samym chroniąc przed infekcjami intymnymi, a wyciąg z żurawiny przed infekcjami dróg moczowych. Niskie pH 3,5 i kwas mlekowy regulują równowagę mikrobiologiczną, łagodzi stany zapalne, a także zmniejsza ryzyko kolejnych infekcji. Emulsja nie zawiera mydła, parabenów, ani barwników. Produkt uzyskał pozytywną ocenę Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i został opracowany przy współpracy lekarzy specjalistów z dziedziny ginekologii, dermatologii i alergologii.



Czy to wszystko jest prawdziwe? Czy to może bajka? Nie, to nie bajka. To rzeczywiście działa. Przekonałam się o tym na własnej skórze i miejscach intymnych. Miałam dość nasilony problem z drogami moczowymi i testowanie spadło mi z nieba. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego produktu. Taki żel miałby mi pomóc, jak nawet tabletki z apteki nie pomagają? Myślałam, że to niemożliwe, ale po kilku dniach problem zaczął maleć i aktualnie tylko od czasu do czasu zdarza mi się mieć problem, ale teraz trwa on w maksie kilka godzin, a nie jak wcześniej kilka dni. Jestem naprawdę zadowolona z tego produktu. Wcześniejsze jakie miałam nie dawały mi tej ochrony i wsparcia w przykrych dla moich miejsc intymnych problemów. Emulsji używam od około 3 miesięcy (początkowo na zmianę z innym) i mimo to uważam, że jest wydajna, bo jeszcze sporo mi zostało, a używam codziennie. Mam tylko nadzieję, że jak odstawię ją na poczet testowania innych to problemy wrócą, ale mam nadzieję, że tak nie będzie. 



Jeśli chodzi o konsystencję to emulsja jest bardzo gęsta powiedziałabym i przezroczysta. Jej zapach jest jakby kwaskowy, ale to penie z powodu pH 3,5.
Jak widać na zdjęciach, opakowanie jest z dozownikiem co jest bardzo wygodne, a dodatkowo dokładany jest kartonik, co moim zdaniem nie jest potrzebne. Sama szata graficzna bardzo mi się podoba, a czerwień przykuwa wzrok. Jeśli o mnie chodzi to chyba jeszcze żaden produkt tej marki mnie nie zawiódł, choć Adama niestety tak. Mam nadzieję i on w końcu znajdzie wśród tej marki produkt dla siebie. Z pewnością powstanie jakiś post z narzekaniem na męską linię, ale to przy innej okazji. 

Reasumując, producenci zamknęli świetny produkt w 300ml buteleczce z dozownikiem. Nie dość, że produkt jest skuteczny to i jego opakowanie jest wygodna, nie ma konieczności brania butelki to ręki i wyciskania z niej, wystarczy nacisnąć i jest. W dodatku nigdy nie nabrało mi się za dużo. Wiadomo, na opakowaniu zbierają się kurze, bakterie, więc dotykanie go mija się moim zdaniem z celem w przypadku braku dozownika takiego jak tu, a męskie kosmetyki do higieny intymnej, np. widuje bez dozowników. Szkoda. Cena za ten produkt, myślę iż nie jest wygórowana, waha się między 10-20 zł. Jeśli dobrze znalazłam to w Tesco będzie można/można kupić do 3.04.2018 właśnie za 9,99zł, więc jeśli macie problemy z drogami intymnymi lub moczowymi to może warto rozejrzeć się za takim produktem. 



Domyślam się, że może to być dla niektórych drażliwy i wstydliwy temat, ale trzeba o tym rozmawiać. To przecież część nas, nasze zdrowie, więc dbajmy o siebie, szczególnie w miejscach intymnych. 
Jestem ciekawa, czy używacie takich żeli do higieny intymnej? Drogie Panie, czy dbacie również o swoich mężczyzn, by używali takich specyfików dedykowanych do higieny intymnej? Sama kiedyś nie używałam takich produktów, ale któregoś razu przeczytałam u jednej ze znajomych o jakimś żelu do higieny intymnej i stwierdziłam, że sama także muszę zadbać o moje ciało.
P.S. Zapraszam również do odwiedzania strony na facebooku Kosmetyki AA z pewnością będziecie na bieżąco z akcjami do testowania. :)

Pojemność: 300ml 
Cena: 10-20zł
Moja ocena: Pozytywna!

Polecam,
Janettt 
Fotozeszyt - piękno w każdym calu.

Fotozeszyt - piękno w każdym calu.


Markę Saal Digital z pewnością już znacie choćby z mojego bloga, a jeśli nie to koniecznie musicie ich poznać! Mnie ta niemiecka marka za każdym razem zachwyca swoimi produktami i ich jakością. Tym razem do testowania zamówiłam Fotozeszyt - Format: 20 x 20, Rodzaj powierzchni: matowy, 22 strony.


Poprzednie produkty bardzo mnie zachwyciły. Głównie obraz - uwielbiam na niego patrzeć. Jest przecudowny i nie zamieniłabym go na nic innego. W przypadku fotoksiążki i fotozeszytu  również mam takie odczucia. Początkowo wydawało mi się że zeszyt, co może być w nim fajnego. Widziałam w swoim życiu parę tego typu rzeczy i żadna mi się tak nie podobała jak ta od Saal Digital. Ostatnio była u mnie znajoma no i nie omieszkałam jej pokazać i była również zachwycona zeszytem. Ponadto zażyczyła sobie sesję jak będzie znów w Polsce i koniecznie chce by zamówić jej waśnie coś takiego jak ten fotozeszyt. Także jakość oceniła również na wielki plus.  Fotoksiążka również jej się podobała. :)
Jak już wspomniałam jakość jest fenomenalna, a kolory mocno żywe i nie przekłamane. Szczerze to nawet brakuje mi słów tak jestem zadowolona z tych produktów. ;) 


Fotozeszyt zabezpiecza z przodu i z tyłu gruba folia ochronna, przez którą zdjęcia wydają się matowe. Ale nie wygląda to źle. Myślę, że takie zabezpieczenie jest dobre, głównie przed kurzem, który potrafi zniszczyć niestety zdjęcia - łatwiej przetrzeć z kurzu folię niż zastanawiać się jak pozbyć się kurzu i nie uszkodzić pierwszej strony. Zeszyt jest na solidnej moim zdaniem spirali. Jak na razie nic się nie pogięło i nic nie stało z tą spiralką (mam nadzieję ząb czasu nie da jej w kość). 


Przyznam, że dość długo zastanawiałam się co napisać jak, ze zdjęciami też miałam problem. Jedne mi nie wyszły (tak recenzja byłaby dużo wcześniej!). Z tych też nie jestem do końca zadowolona, ale trzeba w końcu podzielić się z Wami nowiną. Ciągle mnie męczy depresja i nie jestem w stanie na niczym się skupić. Mam milion pomysłów na minutę, ale nie ogarniam ich wszystkich i robię mniej ważne rzeczy. Ale to też wynika z typu mojej osobowości, a to dość ciekawy temat - na You Tube Adam znalazł filmik na ten temat i przyznam, że trochę się dowiedziałam o samej sobie. Zrozumiałam skąd się biorą u mnie niektóre rzeczy. Może uda mi się kiedyś napisać Wam o tym kilka słów. Na ten moment wystarczy żali. Cieszcie się pięknem chwili i zaopatrzcie się w choć jedną rzecz z oferty Saal Digital, byście mogli cieszyć oko wspaniałą jakością i kolorystyką, która na pewno wprawi Was w dobry nastrój. ;)



Serdecznie zapraszam Was do obejrzenia oferty na stronie http://www.saal-digital.pl/. Wszystkie fotogadżety (książki, zeszyty, obrazy, prezenty, odbitki, kalendarze, plakaty, wizytówki, ulotki i jeszcze kilka innych) zaprojektujecie w aplikacji specjalnie do tego stworzonej, która dostępna jest w wersji komputerowej. Więc jeśli zaciekawiły Was ich produkty to pędźcie tworzyć swoje projekty i koniecznie dajcie znać co zamówiliście i czy jesteście zadowoleni. :) Jeżeli macie pytania - śmiało piszcie. :)
 

P.S. Poniżej kolaż z fotozeszytu w kolejności jaka jest rzeczywiście. :)  Część zdjęć (o ile nie wszystkie) znajdziecie na moim fotograficznym fp na facebooku Janettt Photography, gdzie oczywiście też zapraszam. :)



Gorąco POLECAM!
Moja ocena: Celujący z plusem!

Pozdrawiam,
Janettt
Mini rękawica GLOV - hit czy bubel?

Mini rękawica GLOV - hit czy bubel?

Na początek chcę Wam przedstawić miniaturkę GLOV - Hydro Demaquillage - QUICK TREAT - MINI rękawicę do demakijażu. Wszyscy tak zachwalają, ale czy mi też tak się spodobała? To w dalszej części. ;)  Rękawicę oczywiście dostałam w jednej z wygranych paczek i długo zwlekałam z jej odkryciem, bo było mi najzwyczajniej w świecie szkoda. :P Ale doczekała się swojego dnia. 

"Rękawicę mini GLOV nakłada się na palec. Nie zawiera żadnych środków chemicznych, a do jej użycia potrzebna jest tylko czysta woda (naprawdę?). Dokładnie usuwa makijaż i perfekcyjne oczyszcza cerę. Skóra przygotowana jest do dalszych etapów pielęgnacyjnych. Produkt zawdzięcza swoją skuteczność kompozycji poliamidu i poliestru.  Wykonany został przy pomocy nanotechnologii, dzięki czemu włókno jest 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa. Rękawica maksymalizuje działanie wody i starannie usuwa cały makijaż, a delikatne włókna usuwają z powierzchni skóry nawet głębokie zanieczyszczenia, zachowując jednocześnie naturalny poziom bariery hydro-lipidowej. Po namoczeniu wodą, właściwości  elektrostatyczne powodują ultra dokładne zbieranie się make-upu i zanieczyszczeń w rowkach. Polecana do pielęgnacji każdego typu skóry - także wrażliwej czy atopowej. Idealnie sprawdzi się podczas podróży. Okres użytkowania 3 miesiące." To pokrótce zlepek informacji o produkcie.
Czy naprawdę jest taki rewelacyjny? Nie powiedziałabym. Dla mnie używanie tej mini rękawicy jest niezbyt przyjemne. Pewnie znacie uczucie jakie jest na skórze po mydle, jak skóra się ciągnie? No właśnie. Przy użyciu samej wody taki czuję efekt. Mimo przykładania i odczekania, aż rękawica rozmiękczy makijaż i tak rękawica ciągnie oraz zostawia nieprzyjemne, nawet tłuste uczucie po sobie. Wiem, że to maleństwo, ale żeby usunąć cały makijaż dokładnie muszę w międzyczasie myć rękawicę ok. 5 razy. W zasadzie to nie dokładnie, bo żeby zrobić to dokładnie to muszę poprawiać myjąc jeszcze buzię żelem.  Może zbyt wiele wymagam od tego mini maleństwa, ale mam swoje wymagania.
Pomijam,  że pierwsze wyjęcie z opakowania było nieprzyjemne, bo strasznie zaczęła się kleić rękawica do moich skórek przy paznokciach - okropne uczucie! 
Jednak znalazłam plusy tego maleństwa! Idealnie i szybko się myje najzwyklejszym mydłem! Poniżej możecie zobaczyć różnicę przed umyciem i po, zaraz po wykonanym nią demakijażu.
Mini GLOV zaraz po użyciu.

Po użyciu - umyta samym mydłem.
Myślałam o napisaniu Wam w tym poście o moim demakijażu, ale ostatecznie odłożę ten temat na innym wpis, bo ten wyjdzie za długi. Miałam go dodać już dawno, ale jak zwykle wszystko mi się w życiu pomieszało i powoli wracam do życia. Mam do nadrobienia sporo.

Jeśli chodzi o produkt, nie jestem z niego w pełni zadowolona i cieszę się, że nigdy nie skusiłam się na jego zakup. Rękawica, może i jest dobra, ale chyba raczej dla kogoś z minimalnym makijażem. U mnie to maleństwo się nie sprawdziło i coraz ciężej jest je domyć. Zdecydowanie wolę rękawicę z Ali za mniej niż dolara. :)

P.S. Wam też pierwsze zdjęcie przypomina tampona? :D

Cena: 9-18zł / opakowanie 1szt
Moja ocena: niezadowolenie


Pozdrawiam,


 Janettt
Box kosmetyczny od Uczesani.pl

Box kosmetyczny od Uczesani.pl

Zastanawiałam się jak tą recenzję "ugryźć". Ostatecznie postanowiłam utworzyć jeden konkretny wpis! Pojedyncze wpisy na temat kosmetyków z boxa znajdziecie na moim koncie DressCloud  - po prawej stronie na blogu są też okienka z DC, więc bez problemu traficie. ;)
Boxa, raczej same kosmetyki, bo niestety z przesyłkami "coś" się stało, wysyłali 2 raz już niestety bez pudełeczka (smutno mi, że nie mam do kolekcji :P ) dostałam, ponieważ zgłosiłam się do kampanii na ambasadorka-kosmetyczna.pl, co uważam za błąd! Dlaczego? A no dlatego, że tym razem nie zagłębiłam się w regulamin! Pamiętajcie - zawsze jak gdzieś się zgłaszacie CZYTAJCIE REGULAMINY! Co w tym jest takiego "ujmującego"? A no to, iż akceptując regulamin zgodziłam się na wykorzystywanie moich zdjęć jako ich własność również komercyjnie - czyli nadzwyczajniej w świecie oni zarabiają na mojej "treści" (tak też nazywa się fotografie, filmy itp.), a ja mam z tego jednie próbki. No cóż. Samo to że zgodziłam się na testowanie próbek to jest wyczyn - jak można wywnioskować coś po próbkach?! Człowiek ucz się na błędach i mam nadzieję to ostatni mój poślizg w życiu. Ale wystarczy o moich wpadkach czas zacząć recenzję!


Na pierwszy ogień rzućmy G Synergie Czarna Maska Peel Off Głęboko oczyszczająca. Z całego zestawu to jeden z czterech kosmetyków, które jestem w stanie rzetelniej zrecenzować.
Maseczką jestem bardzo miło zaskoczona. Działa lepiej niż Pilaten (przynajmniej w moim odczuciu i jak się okazuje nie tylko) - efekty są bardziej widoczne. Co prawda miałam uczucie lekkiego napięcia na skórze, ale poza tym dość dobrze produkt poradził sobie z usunięciem zaskórników. Niestety usuwanie tej maski jest dość bolesne - Pilaten jest łagodniejszy w tej kwestii. Skóra stała się nieco gładsza, oczyszczona, ale czy ujędrniona albo czy redukuje przebarwienia? Po jednym użyciu ciężko stwierdzić. Z pewnością pory były zwężone.
Maseczka dość łatwo zastygała/zasychała choć długo ze względu na ilość jaką nałożyłam (po 20 min tylko z dwa miejsca nie zaschły). 
Po pierwszym użyciu jestem zadowolona z produktu i jeśli nadarzy się okazja chętnie go zakupię, choć to droższa inwestycja od Pilaten - jednak od czego są promocje i rabaty. ;) Drugie użycie również było w porządku choć to ściąganie maski jest bolesne, ale efekty zacne. Także maska jest dość wydajna bo starczyło mi na drugi raz nie na całą buzię co prawda, ale na najbardziej problematyczne miejsca głównie w strefie "T".



To przejdźmy dalej. Teraz czas na Odżywkę (40 ml) i Szampon (60 ml) Beaver Professional do włosów suchych i zniszczonych. Moje włosy suche może nie były, ale zniszczone na pewno przez szczotkę TT! Tak - ta szczotka potrafi zniszczyć włosy, więc uważajcie (oczywiście nie każdym włosom zrobi krzywdę). 

Szampon i odżywkę testowałam zarówno razem i osobno, choć najlepiej radzą sobie w parze. Włosy są pełne blasku, w miarę łatwo się rozczesują bez większych pomocy odżywek w sprayu. Dodatkowo objętościowo wydaje się ich więcej, nadają włosom zdrowo wyglądającego puchu (nie szopy!). Jedynie co mnie zraziło to zawartość SLS w szamponie! Pienił się niesamowicie, no a teraz wiadomo dlaczego. Niestety produkty są drogie. Myślę, że jeżeli usuną te SLS'y to byłabym bardziej skłonna do zakupu tych kosmetyków do włosów, bo działają rewelacyjnie.
Odżywkę trzeba było zostawiać na chwilę, ale ja zostawiałam na 15-20 min, niestety gdy spłukałam chwilę po nałożeniu (ok 5min) to włosy nie chciały się tak ładnie czesać. Poza tym jestem zadowolona. 


Kolejnym kosmetykiem jest Maska arganowa do włosów w czepku BEAVER Professional Argan Oil. Ta marka mnie naprawdę zadowoliła choć początek z kapturem nie był taki prosty!
Biorąc prysznic utrudniłam sobie życie - chciałam sobie zaoszczędzić czasu no i wyszło w drugą stronę. Założenie kaptura powinno być dziecinnie proste - wyjmujesz z opakowania, zakładasz na głowę wkładając w niego wszystkie włosy, regulujesz taśmą by nie zsuwał się, masujesz i czekasz aż maska się wchłonie i zacznie działać. Może jestem dziwna, ale pokonała mnie taśma samoprzylepna. Udało mi się chyba nawet rozerwać kawałek czepka. Jak udało mi się ogarnąć taśmę, która nie chciała się trzymać, karteczka z napisem marki w złotym kolorze po prostu się ulotniła (a wcześniej nic nie pomogła w niezsuwaniu się czepka). No nic - ostatecznie na czepek założyłam ręcznik i tak zabrałam się za inne czynności pielęgnacyjne (już po wyjściu z pod prysznica). Włosy czułam, że śmierdzą - jak macie psa i go kąpiecie to taki właśnie był smród - mokrego psa. :/ Po tylu wpadkach, bałam się co będzie z moimi włosami po tej masce. Oczywiście po 20 może więcej minutach zmyłam ją, osuszyłam włosy ręcznikiem i poszłam spać - z mokrymi, nie lubię suszyć włosów.
Po przebudzenia, poczułam, że moje włosy są inne niż zwykle. Pierwsze co pobiegłam do lustra w łazience - na szczęście mam do niego 2 kroki od łóżka, więc znalazłam się przy lustrze dość szybko. ;) Patrzę w lustro i nie wierzę. W dotyku moje włosy były miękkie, delikatne, lekkie, a w lustrze zobaczyłam lekko uniesione, puszyste (bez przesadyzmu), lśniące kosmyki. Byłam oczarowana efektem. Wróciłam do łóżka przebudził się Adam i pytanie "co zrobiłaś z włosami, że są takie fajne, mięciutkie i pachnące". Obrosłam w piórka, bo mój mężczyzna uwielbia włosy i ciągle się nimi bawi, więc jak coś się zmienia to od razu zauważa różnicę, a ta była na wielki plus. 
Podsumowując działanie maski jest rewelacyjne. Mam długie włosy i mam wrażenie, że tej maski było nieco za dużo - zwłaszcza po informacjach, że nie powinno się używać masek do włosów na skalp i w nie odpowiednich ilościach. Zapach był okropny tylko podczas działania maski. Po przebudzeniu włoski pachniały bardzo ładnie. Ponoć maska jest odpowiednia do włosów farbowanych - no moje trochę farbowań i zniszczeń przeżyły, więc myślę, że dobrze moim włosom się stało pod kapturkiem niesfornym. Dodatkowo z dziecinną łatwością dały się rozczesać i nie miałam z nimi jakiegoś dużego problemu - czesały się niemal same.
Pewnie jakoś od razu włosy się nie zregenerują, ale mimo wszystko maska przypadła mi do gustu, nie licząc problemów z założeniem śmiesznego kaptura, bo to była tragedia.
Myślę, że jeśli zrobią wygodniejszą formę w aplikacji niż ten kaptur (np. z normalnym ściągaczem lub gumką), to z chęcią zakupię jeszcze taką maskę. 


Teraz 3 próbki kremów Avena Instituto Espanol:
- Collagen Body Regeneration Softens & moisturizes z ekstraktem ze śluzu ślimaka
- Krem do z linii owies i kolagen marki
- Aloesowe nawilżające mleczko do ciała.


W zasadzie najbardziej pasował mi 1 i 2 krem. Choć drugi urzekł mnie zapachem to niestety ten zapach był duszący i drażniący. Natomiast aloesowe mleczko bardzo dziwnie i specyficznie pachniało jakimiś ziołami? ogórkami? Sama nie wiem. Nie podobał mi się na pewno.  


Poza trzecią próbką, pierwsze dwie czyniły moją skórę delikatną i gładką, choć nie jakoś szałowo.  Łączy te kremy 3 jedynie to że szybko się wchłaniają i łatwo się je rozprowadza po ciele.
Jedyne czego nie rozumiem to tej wielkiej dziury w próbce mleczka aloesowego. Czemu to miało służyć? Wieszaniu? No ciekawe.


Ostatnią próbką jest GOJI DERMA PLUS Wielozadaniowy krem do twarzy i ciała z ekstraktem z jagody Goji bogaty w składniki antyoksydacyjne i odżywcze. Przyznam szczerze mam mieszane uczucia co do tej próbki. Zapach jej przypomina jakiś sklep z farbami, dla Adama wali apteką. No cóż.

Ale działanie myślę, że jest naprawdę dobre, bo po nim mam gładką i delikatną buzię. Kremik szybko się wchłania.
To tylko próbka, ale myślę, że warto zainwestować w pełnowartościowy produkt, jeżeli komuś nie przeszkadza zapach. ;) 


Reasumując większość produktów mi się podoba. Myślałam, że będę marudzić i narzekać, ale nie jest tak źle. Najbardziej podoba mi się maska
G Synergie i możliwe, że jeszcze sięgnę po tą markę.
Dodam tylko minus całej kampanii (poza tymi, które opisałam na początku - na żadnym produkcie poza kapturem i czarnej masce nie było języka polskiego. Było to strasznie denerwujące. Na szczęście coś angielskiego znam no i wujcio google się przydaje też.  No i nie zezwalam na wykorzystanie zdjęć z moim wizerunkiem, które umieszczone są na DC. Mam nadzieję ten zapis jest coś wart.
Mieliście jakiś produkt z tych przedstawionych wyżej? Jeśli tak to pochwalcie się swoimi ocenami, jestem ciekawa Waszej opinii. :)

Pozdrawiam,

 Janettt

Copyright © 2014 Świat obiektywem Janettt , Blogger