niedziela, 11 czerwca 2017

Warsztaty makijażowe Ingrid Cosmetics 27.05.2017r


Hej!

Jakiś czas temu udało mi się wygrać warsztaty makijażowe. Zaczęło się to tym, że na fp INGRID COSMETICS  wyhaczyłam konkurs gdzie do wygrania były warsztaty w siedzibie VERONA PRODUCTS PROFESSIONAL w Sochaczewie. Pomyślałam super opcja - to po drodze do mnie od rodziców więc jak znalazł. Zatem wzięłam udział, naskrobałam elaborat i niecierpliwie sprawdzałam wyniki w dniu kiedy miały się pojawić (25.06), bo nie wiedziałam czy wracać do siebie czy zostać - w końcu to 130 km, a przez Warszawę nawet ze 170 km, także jazda w te i z powrotem nie była mi na rękę, choć i tak nie bardzo miała bym się tam jak dostać zostając u rodziców. ;) Ostatecznie pojechałam do domu i myślałam, że szans już i tak nie mam. Jednak los się uśmiechnął i już prawie mając wysiadać z autobusu sprawdziłam powiadomienia na facebooku i okazało się, że zostałam oznaczona przez Ingrid - pomyślałam to nie możliwe. Zajrzałam w wyniki i faktycznie się udało. Szaleńczo się cieszyłam. :) 


W domu nie bardzo wiedziałam jak to powiedzieć Adamowi, ale jakoś się udało no i nawet pojechał ze mną jak dowiedział się że stawiam paliwo. :D Oczywiście oboje skorzystaliśmy - on pojeździł sobie po pobliskich komisach samochodowych i pokacił brykę, a ja sobie poszłam spełniać marzenia - co nie znaczy że nie lubię po komisach chodzić. :P

Mój MakeUp z dnia warsztatów

Na warsztatach (27.06 - normalnie prezent na Dzień Matki :D ) w sumie dużo więcej się nie dowiedziałam niż wiedziałam, ale mimo to mój makijaż jest teraz moim zdaniem bardziej dopasowany do mnie. Wcześniej liczyły się tylko brązy w cieniach, a okazuje się że jestem zimą więc jednak zimne kolory do mnie pasują najbardziej. W zasadzie pod tym względem i mojej cery ogólnie potrzebowałam kilku rad. Wyciągnęłam z warsztatów ile się dało, choć żałuję, że jednak nie robiłam zdjęć na samych warsztatach, ani nie zadawałam więcej pytań. :P




Warsztaty obejmowały 

- Dobór podkładu do potrzeb cery, rodzaje kształtów twarzy, konturowanie na mokro i sucho, praca z pudrem - praktyka 1,5 h
- Analiza kształtu oka, makijaż oka dzienny lub okazjonalny - praktyka 1,5 h
- Modelowanie łuku brwiowego - praktyka 30 min.
- Korygowanie rysunku ust - praktyka 30 min.
Dodatkowo triki makijażowe - praktyka 30 min.


Łącznie warsztaty trwały od 10-16 czyli dobre 6 godzin. Ja oczywiście musiałam się chwilkę spóźnić, co już chyba u mnie jest normą. :D Tym razem Adam się wolno wywlekał z łóżka, no a jeszcze trzeba było tankować, gdyby nie to - byłabym akurat. ;) Było nas 4 oraz prowadząca warsztaty p. Kasjana Serafin - swoją drogą bardzo miła i sympatyczna osóbka. :) No i był jeszcze ktoś, ale kim był tam to nie wiem, jedynie to wiem, że na koniec robił za fotografa. :P























Na koniec dostałyśmy dyplomy i pakę kosmetyków o wartości 100 zł. Co oczywiście mnie bardzo ucieszyło, bo kto nie lubi gratisów? ;) Choć sam dyplom chyba bardziej mnie usatysfakcjonował niż te kosmetyki. ;)


No i brawa dla jednej z dziewczyn, która przeszła naprawdę ogromną metamorfozę. Byłam pod wrażeniem zmiany i szkoda, że nie robiłyśmy zdjęć przed i po. ;)  

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć coś więcej o tej marce to odsyłam na stronkę VERONA COSMETICS.



I na koniec pokażę Wam jak moje makijaże wyglądają teraz - nieco inaczej ;)

Dzień po warsztatach z kosmetykami Ingrid Cosmetics




I makijaż jaki był wykonany na mnie (również i przeze mnie w części) na warsztatach:























Od razu jakoś ten makijaż mnie nie zachwycił - z uwagi na prześwitujące blizny, ale jak teraz tak patrzę to nawet nieźle nam wyszedł. :)

*Zdjęcia z warsztatów zapożyczyłam ze strony Ingrid Cosmetics 

Pozdrawiam,
Janettt 

wtorek, 6 czerwca 2017

Werther’s Original Soft Caramels - cud, miód i karmelki



Witajcie!  


Oj dawno tu nic nie skrobałam. Jestem zła na siebie, ale powoli moje życie rusza do przodu, więc mam nadzieję wena powolutku będzie wracać. ;) Co prawda w środę idę na konsultację do rehabilitanta. Ale ja nie o tym dziś będę Wam raportować. Dziś przychodzę do Was z najlepszymi cuksami pod słońcem! 


Werther'sów chyba nikomu przedstawiać nie muszę. Z pewnością większość z Was próbowała choć raz tych zwykłych, twardych, karmelowych cukierków. Smak zawsze miały obłędny. Ja i Adam szalejemy za nimi, choć on chyba bardziej. ;) W sumie co o nich sądzę to chyba zdradziłam, ale zapraszam do dalszej lektury. :)





Niedawno Storck wypuścił nowe wersje smakowe Werther'sów - w tym Soft Caramels, które miałam okazję testować, dzięki zgłoszeniu na Rekomenduj.to


Wersje o jakich wiem, że są na pewno:
  • Werther’s Original Cukierki śmietankowe (tradycyjne, wybór Adama)
  • Werther’s Original Creamy Filling
  • Werther’s Original Soft Caramels 
Znalazłam również przeszukując "internety" wersje bez cukrowe dla diabetyków w wariantach:
  • śmietankowe
  • czekoladowe
  • jabłkowe.
Te ostatnie mnie zaintrygowały. Trzeba kiedyś spróbować.


Ja tu pitu, pitu o pierdołach zamiast skupić się na testowanych cukieraskach.
Werther’s Original Soft Caramels - w zasadzie czułam w kościach, że będę je testować. Gdy dostałam paczkę oczywiście w tempie błyskawicy pierwsze opakowanie zostało zjedzone. Może wyjdziemy na łasuchów, ale były tak smaczne, że ledwo udało mi się przemycić jedną z paczek dla mamy. :D Aż wstyd się przyznawać. ;) Cukierki okazały się być idealne pod każdym względem, no prawie każdym - jest tylko jeden malutki szkopuł, ale poza tym WIELKI PLUS. 
Ten smak jest po prostu idealny. Karmel w postaci krówki ciągutki? Mnie urzekł. Cukierki znikały błyskawicznie.
Przeważnie po takich ciągnących słodkich cukierkach bolą mnie strasznie zęby (w które bardzo włażą cuksy i za nic w świecie nie można ich wyciągnąć, więc ból tym dłuższy), aż w głowie łupie, pomijając że cukru to producenci w innych chyba nie żałują (tudzież substancji słodzących).
Soft Caramels są wyjątkowo delikatne w smaku, nie są za słodkie, nie wchodzą w zęby, rozpływają się w ustach. Do kremów, itp. są z pewnością idealne. Mi niestety nie starczyło na takie testy, chyba z drugą taką pakę musiała bym dostać i zakopać ją u mamy w domu, ale tak żeby inne łasuchy się nie dopadły jak tata i siostra - przed nimi to trzeba słodycze pod ziemią zakopywać. :D
Pierwszy raz jestem czymś tak zachwycona, że nawet nie wiem co jeszcze bym mogła o nich napisać. Są po prostu BOSKIE! 
Zapytacie teraz pewnie o ten malutki minus, o którym wspomniałam - są odrobinę jeszcze za miękkie jak dla mnie, ale podejrzewam, że gdyby były twardsze to nie miały w sobie już tego czegoś. ;) No pomijając, że w paczce jest ich zdecydowanie za mało! :D


Coś o czym powinnam napisać to jest jeszcze opakowanie. Jedno typowe Werther'sowe (foliowe?), które idealnie pasuje do tej marki. Może to już przyzwyczajenie, ale nie wyobrażam sobie tych cukierków w innym opakowaniu, w innej kolorystyce, itp. ;)
Drugie opakowanie jest inne. Podłużne i również złotawo-karmelowe. Cukierki w nich są zawinięte w prostokąty. Z jednej strony fajna podróżna wersja, ale z drugiej, gdy są cukierki bardzo miękkie to cudem jest je wyciągnąć z opakowania, by go nie porozrywać. Tu opakowanie jest jakby bardziej papierowe, choć to w niczym nie pomaga. W obu opakowaniach mieści się bodajże po 10 cukierków (mało! :D ). 



Myślę, że wszystko napisałam to co chciałam o tych cukierkach. Werther’s Original to najlepsze cukierki pod słońcem jakie jadłam. Uwielbiam karmel także sądzę, że to też główny powód uwielbienia. 

Tak właśnie sobie pomyślałam o lodach, które ostatnio Adam nam kupił na Dzień Dziecka (taaa duże dzieci :D ) - co prawda mój był z polewą krówkową i toffi, ale właśnie przypomniałam sobie jaki miały smak, choć za słodki, myślę, że gdyby Soft Caramels rozpuścił i polał jeszcze ciepłymi karmelkami lody domowej roboty z dodatkiem orzechów włoskich i migdałów to byłoby niebo w gębie, a do tego bita śmietana - żałuję, że nie zostało mi tych cukierków). ;) 
Nie wiem jak Wy, ja się rozmarzyłam na myśl o takich lodach. :D


Ja raczej zostanę fanką wersji Soft Caramels, a Adam jak chce, niech kaleczy dziubek twardymi (ja nigdy nie wytrzymuje do końca i rozgryzam, a on to chyba od razu gryzie :D ). Soft Caramels co prawda za szybko się rozpuszczają i ma się wielką ochotę na kolejnego, więc pod tym jednym względem tradycyjna wersja śmietankowych Werther'sów wygrywa. :)


I to chyba na tyle słodkości, bo za bardzo się zasłodzimy i ślinka będzie niemiłosiernie ciekła. :)
W każdym razie z czystym sercem mogę POLECIĆ Werther’s Original Soft Caramels! <3



Tyle mi pozostało po nich - wspomnienia - puste papierki po cukierkach. :)







Pozdrawiam,
Janettt

P.S. Miniaturki opakowań innych wariantów zostały ściągnięte z googla. ;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Pyszne, domowe placuchy z brokułem

Ostatnio przeglądam kilka stronek i trafiłam na  przepis placków z kalafiorem. Już kiedyś robiłam takie i Adamowi nie bardzo przypadły do gustu, ale postanowiłam zaryzykować, bo spodobał mu się mój pomysł. :)
Oczywiście listę zakupów zapisałam na kartce, której skleroza zapomniałam i z pamięci robiłam zakupy. Nie wiedząc czemu zamiast kalafiora, wzięłam brokuła, a Adam podejrzewał, że nie to kupujemy, ale słowem się nie odezwał. Ale nie żałuję, bo wyszły świetnie i zielony kolor wcale nie zniechęcał. Szkoda tylko, że wyszło tego tak mało. :) I takim sposobem wyszły brokułowe placki, a nie kalafiorowe. Czasami pomyłki się opłacają. :] A pomyłka mogła być spowodowana dniem 1-szym kwietnia, nieświadomie zrobiłam sobie żart na Prima Aprillis. :P
Oczywiście obowiązkowo muszę się z Wami podzielić przepisem. Mam nadzieję ktoś z niego skorzysta. Oczywiście dodatkiem był nasz ulubiony sos czosnkowy własnej roboty. :)


Składniki:

Ciasto na placki:
- 1 duża główka brokuła
- 1/2 szklanki pełnoziarnistej mąki
- 2 duże jajka
- 4 ząbki czosnku
- 3 drobno pokrojone szalotki
- olej
- sól i pieprz

Sos czosnkowy:
- jogurt naturalny/grecki 
- majonez
- czosnek
- sól i pieprz

Dodatkowo można dodać szczypiorek do udekorowania całości i do smaku.


Przygotowanie:

Placki:
Umyty i pokrojony na różyczki brokuł wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy 2-3 min. Można go też rozgotować jak ja zrobiłam i później łatwiej go zblendować. W wersji z kalafiorem jest by posiekać różyczki, ale ja razem z posiekaną szalotką (w kosteczkę) oraz czosnkiem wrzuciłam do blendera i wszystko zmiksowałam. Następnie przelałam całość do miski, wrzuciłam jajka, przesiałam do całości mąkę, dodałam sól oraz pieprz i mieszałam by nie powstały mi jakieś grudy. Następnie na rozgrzaną patelnię z nie dużą ilością oleju wykładałam ciasto łyżką. Smażyłam, aż się zarumieniły (lubimy bardziej przysmażone) i wyjęłam na talerz z ręcznikiem papierowym by odsączyć tłuszcz. 

Sos czosnkowy:
Ja swój robię w blenderze, a właściwie Adam to robi, bo uwielbia robić sos czosnkowy. :) . Wrzucamy do "kielicha" ząbki czosnku (my dajemy przeważnie ok. 6-7 ząbków - lubimy ostrzejszy), jogurt i majonez (przeważnie pół na pół, no chyba, że coś w smaku jest nie tak to dodajemy czegoś więcej). Następnie blendujemy, a jak wszystko się połączy dodajemy sól i pieprz i jeszcze chwilę miksujemy. 

GOTOWE!


I tak oto powstaje smaczne, zdrowe, zielone jedzonko z pysznym sosikiem. ;)
Mam nadzieję wypróbujecie przepis i dacie znać, czy Wam też tak smakowało. :)

SMACZNEGO! :)


Jak macie fajne przepisy na takiego typu placki to podzielcie się, chętnie spróbuję znów czegoś zwariowanego i innego, oczywiście łatwego i szybkiego w przygotowaniu. :)
W razie nie jasności piszcie, bo wiem, że potrafię pisać bez ładu i składu.
A Wy jedliście kiedyś takie placki? ;)
Pozdrawiam,
Janettt

środa, 5 kwietnia 2017

DIY - organizer na pędzle.

Hej!

Ostatnio na fp pokazywałam Wam mój pojemnik na pędzle, który sama zrobiłam. To oczywiście czysta prowizorka, bo robiłam go próbnie, bo nie za bardzo miałam z czego konkretnego zrobić, ale wyszło nawet znośnie. Nie było tak ciężko i każdy powinien sobie z tym poradzić metodą chałupniczą. ;)
Do wykonania  potrzebowałam jakiejś tuby (może być też coś kwadratowego, ale ja akurat chciałam coś okrągłego) - użyłam zatem tuby po wódce. ;) Żubrówka na święta wypuściła serię butelek w takich tubach, muszę przyznać przydało się to - mama wie co kupować. :) Nawet nie było ciężko skrócić tubę na mniejsze "kubeczki".  Mam nadzieję w niedługim czasie zrobię więcej, bo w tym jednym nie mieszczą się pędzle i tusze oraz kredki, a na te drugie i trzecie raczej muszę zrobić coś oddzielnego, bo to różne długości i z pędzlami giną mi w tłumie. ;)

 
Do zrobienia organizera potrzebowałam:
ołówek
nożyk (taki do tapet - mój 9mm)
biała kartka papieru
klej do tapet
pędzelek
tuba
nożyczki
pistolet z klejem na gorąco
miarka
gazeta
kawałek tektury
tasiemki ozdobne



Wykonanie:
Po pierwsze przygotowanie potrzebnych materiałów i na wszelki wypadek podłożenie gazety, żeby nie obkleić wszystkiego w koło.
Zaczęłam od postanowienia jakiej wysokości ma być mój organizer i taką odmierzyłam ołówkiem na tubie. Obrysowałam wokoło tuby i przy pomocy nożyka do tapet oderżnęłam. Oczywiście góra nie wyglądała idealnie po odcinaniu, zatem odwróciłam dnem do góry, a z racji, że szkoda było mi marnować wieczko, więc moje dno zrobiłam z tektury (wycięłam odpowiedniej wielkości koło). Po jednej i drugiej stronie dna klejem do tapet przykleiłam dopasowaną do okręgu białą kartkę papieru.
Następnie przykleiłam dno do tuby klejem na gorąco. Idealnie nie wyszło, ale jak na "wersję próbną" nie miało być idealnie.
Kolejnym krokiem było obmierzenie i dopasowanie kartki papieru do zewnętrznej strony tuby, by nie widać było, że to po wódce. ;) Oczywiście przyklejone na klej do tapet.
Po zamaskowaniu niedoskonałości tuby, zaczęłam przyklejać tasiemki ozdobne jakie miałam w domu. Najpierw przykleiłam czerwoną i złotą niestety, a na koniec przezroczystą w czerwone kropki. Niestety wszystko pokleiłam klejem i brzydko to wyszło czego na zdjęciach nie widać. Na domiar złego czerwonym lakierem dotknęłam na szczęście to czerwony, więc różnicy wielkiej nie robi. ;)
Od wewnątrz dałam jeszcze czerwonej tasiemki, ale wyszło niestety kiepsko. Następnym razem będzie lepiej. :)

To była fajna zabawa, ale i nauka by nie nadużywać kleju na gorąco. ;) Z daleka nie wygląda źle, ale po przyjrzeniu się widać ślady po kleju. Teraz będę próbować techniki Decoupage (dla zainteresowanych wytłumaczę to przy innej okazji co to za sposób - mnie bardzo zaciekawił). Wszystko potrzebne już kupiłam - brakuje mi tylko lakieru. :) Więc jak już postaram się ogarnąć moje osobiste problemy, biorę się do pracy.
Wystarczy zamulania i ciągłego spania - problemów niestety nie prześpię, a póki życie mam muszę z niego korzystać cokolwiek chociaż. ;)
Od lekarza dostałam leki, które mają wyrównać pewne braki w moim organizmie i jak to nie pomoże to już nie wiem co jest nie tak ze mną. Mam nadzieję wszystko się rozwiąże i będę miała więcej energii w sobie bez tabletek i nie wiadomo czego.

Wracając do organizera mam nadzieję podoba Wam się. Już nie chodzi o dokładność, a chociażby o wzór, czy dobór kolorystyczny. ;)



Pozdrawiam,
Janettt

poniedziałek, 27 marca 2017

Colour Catcher - czy faktycznnie łapie kolor? Projekt Rekomendujto


Cześć!





Ostatnio miałam przyjemność testowania chusteczek Colour Catcher K2 firmy Henkel.
To moje pierwsze testowanie z Rekomenduj To. W paczce dla Ambasadora znalazłam duże opakowanie chusteczek Colour Catcher dla mnie i 20 saszetek (po dwie chusteczki w jednej) oraz 30 ulotek.
"Jak działa Colour Catcher?
Kolory blakną przy każdym praniu i mogą farbować inne tkaniny. Co więcej, cząstki brudu z jednych tkanin mogą osadzać się na innych, powodując, że ubrania z czasem szarzeją. Dzięki opatentowanej technologii chusteczka działa jak magnes przyciągający do siebie uwalniane podczas prania barwniki i brud, zapewniając ochronę Twojego prania.



Sposób użycia:

1. Umieść chusteczkę (chusteczki) w bębnie pralki przed włożeniem prania.
2. Dodaj środek do prania i uruchom pralkę.
3. Chusteczkę (chusteczki) i ubrania wyjmij z pralki natychmiast po zakończeniu prania.








Można stosować do prania ręcznego i mechanicznego, wszystkich temperatur, programów prania i tkanin. Można używać w pralkosuszarkach.

Chusteczki Colour Catcher:
- zapobiegają zafarbowaniu ubrań
- umożliwiają pranie różnych kolorów razem
- sprawiają, że ubrania wyglądają jak nowe
- skracają czas poświęcony na sortowanie prania
- ograniczają liczbę prań. " Informacje z ulotki



Moja opinia:


Gdy zgłaszałam się do projektu miałam mieszane odczucia. Po zrobieniu prania z chusteczkami myślałam, że naprawdę działają. Włożyłam dwie, obie zafarbowały, a ubrania nie. Pomyślałam fajnie - spróbuję z ręcznikiem, który mimo wielu prań wciąż farbuje. Skoro łapią kolor to myślałam, że sobie poradzą. Wrzuciłam kilka już zafarbowanych ubrań i parę jaśniejszych. Skoczyło się na tym, że wszystko jest różowe. Trudno się mówi.

Jeżeli chodzi o pranie, które farbują to chusteczki nie dają sobie rady (no chyba, żeby wrzucić całe opakowanie, ale sądzę, że i to by nie pomogło). Tak naprawdę wciąż mam mieszane odczucia co do ich. Szału nie robią. Myślę, a raczej uważamy tak oboje z moim Adamem, że to zafarbowanie chusteczek to też brud z wody.
Niestety nie zauważyłam też by kolor ubrań się jakoś poprawił. Adam nawet domniema, że skoro łapią kolor to pewnie szybciej wyblakną. :D
No, ale nam nie przypadły do gustu i nie pokusimy się raczej o zakup następnych. 

Reasumując, chusteczki faktycznie łapią kolor, ale nie na tyle by za każdym razem wrzucać mieszane pranie. Ponadto trzeba uważać na faktycznie farbujące ubrania, bo przed tymi chusteczki nie uchronią reszty prania. Za każdym razem gdy wkładałam je do prania obawiałam się że coś zafarbuje.

Opinie dziewczyn, które ze mną testowały i ich chusteczki:



Kornelia:

"Od rana zrobiłam kilka prań z użyciem chusteczek. Nie ukrywam, że miałam spore obawy co do ich skuteczności, jednak z każdym kolejnym praniem coraz bardziej się do nich przekonywałam. Co prawda producent w dołączonej ulotce wymienia nam sporo tkanin, które silnie farbują i chusteczki mogą sobie nie poradzić z wchłonięciem barwnika, jak np. jeans, to jednak nadal pozostaje nam całkiem sporo innych materiałów, których używamy na co dzień i dlatego chusteczki naprawdę mogą ułatwić nam życie. Pierwsze pranie było najważniejszym testem dla chusteczek, gdyż w pralce znalazły się: moja ulubiona czerwona bluzka, która niesamowicie farbuje, oraz zwykła biała koszulka, no i oczywiście chusteczka 😀 Jakież było moje zaskoczenie, gdy wyjęłam z pralki dwie czerwone bluzki... (Żartuję :D) Biała bluzka była nawet bielsza, niż przy wcześniejszych praniach, a czerwona jakby lekko ożywiona, natomiast chusteczka zabarwiła się na kolor podobny do brudnego różu. Widząc efekty, nabrałam odwagi i wrzuciłam wszystkie codzienne ubrania do jednej pralki. Dodając oczywiście dwie chusteczki, przezorny zawsze ubezpieczony 🙂 Po zakończeniu prania, wyjęłam wszystko i o dziwo nic nie zmieniło koloru, a chusteczka stała się różnobarwna. Wtedy, postanowiłam zaszaleć i wyprałam czarne z białym, choć producent odradza taką kombinację. Również i w tym przypadku chusteczka mnie nie zawiodła. Białe pozostało białym, czarne czarnym, a chusteczka wchłonęła cały barwnik i stała się szara 🙂 Podsumowując bardzo polecam, tym bardziej, że cena jest bardzo przystępna. 🙂"












Katarzyna:
"Witam Cię, chusteczki już przetestowane są rewelacyjne odważyłam się w wyprałam białe ciuchy z kolorowymi pewnie nigdy bym tak nie wyprała ale chciałam sprawdzić jak działa chusteczka i co się okazało chusteczka różowa, a ciuchy mają swój kolor bo dzięki chusteczce nie zafarbowało super dziękuję że mogłam z tobą testować jestem bardzo zadowolona i oczywiście przy najbliższych zakupach będą zakupione są rewelacyjne i polecam wszystkim ach chyba polubię pranie bez segregacji już mi się to podoba 😃😊"





Mama:

Z tego co mi powiedziała chusteczki jej prawie w ogóle nie złapały koloru. Nie jest zadowolona. Stwierdziła, że nie kupiłaby tych chusteczek. Nawet w praniu z mocno farbującymi ubraniami, chusteczki kolor łapały nieznacznie jedynie na załamaniach.




Dziękuję dziewczynom, że zechciały ze mną testować chusteczki, a tym, którym produkt przypadł do gustu - cieszę się, że przynajmniej u Was się sprawdziły. Mam nadzieję nie zawiodą Was jak mnie.
My jednak zostaniemy przy tradycyjnym praniu, czyli będę wrzucać do bębna jak leci no chyba, że mam białe lub mam pewność, że farbuje lub jest ryzyko zafarbowania. 


Pozdrawiam,
Janettt