DressCloud SWOP #1021 / Konkurs na fp

DressCloud SWOP #1021 / Konkurs na fp










 ❤️️ Cześć! ❤️️




Ostatnio dużo mnie na portalu DressCloud. Z pewnością część Was wie co to jest i co tam są za wspaniałości.  Dla nieświadomych już mówię co to takiego. 

DressCloud to darmowy portal dla kobiet/dziewczyn/pań, gdzie dodajemy chmurki (posty) w różnych kategoriach (m.in. kosmetyki, make up i stylizacje), za które otrzymujemy kryształki rozdawane przez inne dziewczyny oraz kryształki są rozdawane za wypełnianie zadań dnia, tzw. Daily's. Kryształkami później możemy licytować swopy (indywidualnie skomponowany zestaw składający się z maksymalnie 4 produktów). Jest również forum babble-box, gdzie możemy pisać z innymi Clouders o wszystkim. :) To tak z grubsza - więcej odpowiedzi na pytania znajdziecie na FAQ DressCloud. To coś w stylu Instagrama i bloga w jednym. Ale moim zdaniem atmosfera panująca tam i kultura dziewczyn jest niesamowita i  z wielką przyjemnością zaglądam do nich codziennie. :) Myślę, że większość z Was się tam by odnalazło. Zainteresowane zapraszam do rejestracji najlepiej przez mój link polecający - wystarczy kliknąć mój Nick Janettt. Ja za każde Wasze zdobyte 10 kryształków dostaję 1 kryształek. ;) Zatem za każdą rejestrację i aktywność będę wdzięczna. ❤️️






No to teraz mój wylicytowany swop #1021 za 89999 kryształków. Na początku licytowałam inny swop, ale stwierdziłam, że nie mam szans i też brak eko torby DC mnie smucił. Więc zrezygnowałam i pod koniec licytacji postawiłam moje kryształki - najpierw z jakieś 70000, ale stwierdziłam, że to mało i jeszcze raz zmieniłam, albo i nawet dwa (nie pamiętam). Później zapomniałam w ogóle o swopie i zajęłam się czym innym. Jakaś wiadomość wisiała mi na DC, ale nie miałam czasu sprawdzić. Później chyba na swop-shop weszłam i zdębiałam. Wygrałam. Oswajałam się z tą informacją dobrych kilka minut zanim uwierzyłam. A później tak się tym cieszyłam, że Adam miał mnie już dosyć. :D Mimo że nie do końca zależało mi na tym swopie to i tak szaleńczo się cieszę z wygranej licytacji, bo w końcu mam swoją upragnioną eko torbę. ❤️️ Uwielbiam te torby choć Adam ich nie znosi za długie uszy. :D 

W moim swopie #1021 znalazły się:
ØBawełniana, biała eko torba DressCloud


Ø
PRIMARK 
Zeszyt w linie z hologramową okładką i naklejkami 


ØBALEA Traumtanzerin for Girls szampon + żel pod prysznic 300ml


Ø
BIELENDA 
Lip Balm - Balsam do ust Sweet Candy 10g



Øpróbka GOLDEN ROSE BB Cream Beauty Balm SPF 25.



Ze wszystkiego jestem w zasadzie bardzo zadowolona, a najbardziej z tego, że w końcu się udało. :) No może poza tymi naklejkami, które nie są w moim guście. No i minusem jest mnóstwo różu. Nie przepadam za różem i trochę kole mnie w oczka. :P Ale da się wytrzymać. Najważniejsze, że w końcu mam eko torbę, o której po cichu marzyłam. 



Kosmetyków BALEA byłam bardzo ciekawa, a ten pachnie obłędnie i kojarzy mi się z dzieciństwem, więc swop jest trafiony! Balsam do ust? Mam ich parę, ale w takiej wersji wyciskanej dawno nic nie miałam, no i zapach również piękny. Odkąd zrobiłam zdjęcia, ciągle nim smaruje usta i wciąż go czuje na ustach. BIELENDA rządzi!  Próbka jak próbka, a że to GOLDEN ROSE to z jeszcze większą chęcią wypróbuję. Zeszyt z PRIMARK - moja największa zagwozdka. Nie wiem co z nim zrobić. Hologram oczywiście mi się podoba, choć szału nie ma. Naklejki albo oddam siostrze, albo będę dodawać do zwycięskich paczek z konkursów na moim fp na facebooku.  Zobaczymy. Właśnie jeden  KONKURS trwa u mnie do 08.10.2017 r także zapraszam. :) 





Pozdrawiam,


Janettt











Zakupy Aliexpress - uchwyt rowerowy na telefon

Zakupy Aliexpress - uchwyt rowerowy na telefon


Ostatnimi czasy robię dużo zakupów na Aliexpress. Jednym z gadżetów, który kupiłam był plastikowy uchwyt na telefon z mocowaniem do roweru w kolorze czarnym. Z racji, że dużo jeździmy z Adamem z aplikacją Endomondo to bardzo przydatny gadżet.
Uchwyt kupiłam za $ 3.03 na aktualny kurs to jakieś 10.80 zł. Oczywiście wysyłka bezpłatna. Paczka szła standardowo ok. miesiąca. 


Trzymadło jest wykonane z plastiku, ale mimo to trzyma się dobrze. Nie rozpadł się zważywszy na moje wywrotki na górkach podczas zjazdów. Jeżeli chodzi o mocowanie to zacisk trzyma dobrze. Od spodu jest pokrętło od rozkręcania trzymadła do telefonu, a drugie służy do zaciskania tego pierwszego. Kolejne zaś ma usztywnić całość by się nie przekręcało - teoretycznie jego obrotowość wynosi 360st. Aż tak go nie obracałam, bo jednak boję się,  że coś urwę, a do tego mam niesamowity talent. ;) Mimo tego "zacisku" i tak uchwyt potrafi się obrócić, ale nie przeszkadza to w jeździe czy korzystaniu z telefonu podczas jazdy. Mogę zatem polecić ten uchwyt posiadaczom cienkich i długich smartfonów, ponieważ ucheyt utrzymuje te same proporcje długości i szerokości. Mój Sony Xperia Z1 Compact z łatwością się mieści tak jak tymczasowy LG P700, ale w tym drugim niestety guzik "POWER" jest w tak niefortunnym miejscu, że nie da się inaczej odblokować telefonu jak podłużnym przyciskiem "MENU" u dołu telefonu. Dobrze, że chociaż tak się da. Natomiast mój stary LG E430 jest krótszy od pozostałych, a dodatkowo mam na nim gruby pokrowiec przez co telefon się nie mieści/jest za krótki. Zatem uchwyt niestety służy tylko do trzymania cienkich i długich smartfonów.


      Zacisk całego uchwytu można zamocować do steru o średnicy między 22mm-38mm. U mnie oczywiście nie było żadnego problemu. Sam zacisk na ster jest na śrubkę z plastikowym łepkiem, której obawiałam się, że nie wytrzyma lub będzie się odkręcać. Mimo obaw po wielu kilometrach zacisk wciąż jest na swoim miejscu.

Źródło: Aliexpress

      Wymiary uchwytu bez rozkręcania co ok. 6x12cm, po maksymalnym rozkręceniu 9x18cm. Obsługa i montaż tego gadżetu są banalnie proste. Każdy by sobie poradził.

Reasumując, za tak niewielką kwotę mamy naprawdę niezły uchwyt do telefonu na rower.

PLUSY:
Ø łatwy montaż i demontaż
Ø łatwa regulacja kąta nachylenia
Ø w miarę lekki
Ø poręczny
Ø nie przeszkadza w trakcie jazdy
Ø wygodny
Ø wytrzymały
Ø nie rysuje telefonu
Ø dobrze trzyma telefon
Ø deszcz nie stanowi dla niego problemu.

MINUSY:
Ø nie do każdego telefonu (w niektórych może zasłaniać przycisk "POWER", tylko do długich i cienkich)
Ø czasami ciężko jest kręcić pokrętłami (zwłaszcza spoconymi rękami). 


      Myślę, że niektórych zachęcę do kupowania na Ali. Oczywiście zakupy tam trzeba robić z głową. Ja wciąż się uczę tam kupować, bo często jestem stawiana w nowej sytuacji jak ostatnio z otwieraniem sporów. Ale to nie jest takie straszne jak wygląda. Nie trzeba znać dobrze języka angielskiego, by robić tam zakupy. Wystarczy translator, który, np. pojawia się w przeglądarce (GOOGLE CHROME) lub zwykły tłumacz gdzie bez problemu mniej więcej zostanie przetłumaczony tekst.
      Oczywiście gdyby ktoś potrzebował pomocy to nią służę, mogę pomóc przy zamawianiu, a nawet zamówić dla kogoś to żaden problem. W razie zainteresowania proszę o kontakt. :)
      Mam nadzieję wpis Wam się podobał. Jeżeli chcecie więcej takich wpisów to piszcie. Zamówiłam już sporo na Ali, więc mam o czym pisać. :)

Pozdrawiam,
Janettt
Warsztaty makijażowe  Ingrid Cosmetics 27.05.2017r

Warsztaty makijażowe Ingrid Cosmetics 27.05.2017r


Hej!

Jakiś czas temu udało mi się wygrać warsztaty makijażowe. Zaczęło się to tym, że na fp INGRID COSMETICS  wyhaczyłam konkurs gdzie do wygrania były warsztaty w siedzibie VERONA PRODUCTS PROFESSIONAL w Sochaczewie. Pomyślałam super opcja - to po drodze do mnie od rodziców więc jak znalazł. Zatem wzięłam udział, naskrobałam elaborat i niecierpliwie sprawdzałam wyniki w dniu kiedy miały się pojawić (25.06), bo nie wiedziałam czy wracać do siebie czy zostać - w końcu to 130 km, a przez Warszawę nawet ze 170 km, także jazda w te i z powrotem nie była mi na rękę, choć i tak nie bardzo miała bym się tam jak dostać zostając u rodziców. ;) Ostatecznie pojechałam do domu i myślałam, że szans już i tak nie mam. Jednak los się uśmiechnął i już prawie mając wysiadać z autobusu sprawdziłam powiadomienia na facebooku i okazało się, że zostałam oznaczona przez Ingrid - pomyślałam to nie możliwe. Zajrzałam w wyniki i faktycznie się udało. Szaleńczo się cieszyłam. :) 


W domu nie bardzo wiedziałam jak to powiedzieć Adamowi, ale jakoś się udało no i nawet pojechał ze mną jak dowiedział się że stawiam paliwo. :D Oczywiście oboje skorzystaliśmy - on pojeździł sobie po pobliskich komisach samochodowych i pokacił brykę, a ja sobie poszłam spełniać marzenia - co nie znaczy że nie lubię po komisach chodzić. :P

Mój MakeUp z dnia warsztatów

Na warsztatach (27.06 - normalnie prezent na Dzień Matki :D ) w sumie dużo więcej się nie dowiedziałam niż wiedziałam, ale mimo to mój makijaż jest teraz moim zdaniem bardziej dopasowany do mnie. Wcześniej liczyły się tylko brązy w cieniach, a okazuje się że jestem zimą więc jednak zimne kolory do mnie pasują najbardziej. W zasadzie pod tym względem i mojej cery ogólnie potrzebowałam kilku rad. Wyciągnęłam z warsztatów ile się dało, choć żałuję, że jednak nie robiłam zdjęć na samych warsztatach, ani nie zadawałam więcej pytań. :P




Warsztaty obejmowały 

- Dobór podkładu do potrzeb cery, rodzaje kształtów twarzy, konturowanie na mokro i sucho, praca z pudrem - praktyka 1,5 h
- Analiza kształtu oka, makijaż oka dzienny lub okazjonalny - praktyka 1,5 h
- Modelowanie łuku brwiowego - praktyka 30 min.
- Korygowanie rysunku ust - praktyka 30 min.
Dodatkowo triki makijażowe - praktyka 30 min.


Łącznie warsztaty trwały od 10-16 czyli dobre 6 godzin. Ja oczywiście musiałam się chwilkę spóźnić, co już chyba u mnie jest normą. :D Tym razem Adam się wolno wywlekał z łóżka, no a jeszcze trzeba było tankować, gdyby nie to - byłabym akurat. ;) Było nas 4 oraz prowadząca warsztaty p. Kasjana Serafin - swoją drogą bardzo miła i sympatyczna osóbka. :) No i był jeszcze ktoś, ale kim był tam to nie wiem, jedynie to wiem, że na koniec robił za fotografa. :P























Na koniec dostałyśmy dyplomy i pakę kosmetyków o wartości 100 zł. Co oczywiście mnie bardzo ucieszyło, bo kto nie lubi gratisów? ;) Choć sam dyplom chyba bardziej mnie usatysfakcjonował niż te kosmetyki. ;)


No i brawa dla jednej z dziewczyn, która przeszła naprawdę ogromną metamorfozę. Byłam pod wrażeniem zmiany i szkoda, że nie robiłyśmy zdjęć przed i po. ;)  

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć coś więcej o tej marce to odsyłam na stronkę VERONA COSMETICS.



I na koniec pokażę Wam jak moje makijaże wyglądają teraz - nieco inaczej ;)

Dzień po warsztatach z kosmetykami Ingrid Cosmetics




I makijaż jaki był wykonany na mnie (również i przeze mnie w części) na warsztatach:























Od razu jakoś ten makijaż mnie nie zachwycił - z uwagi na prześwitujące blizny, ale jak teraz tak patrzę to nawet nieźle nam wyszedł. :)

*Zdjęcia z warsztatów zapożyczyłam ze strony Ingrid Cosmetics 

Pozdrawiam,
Janettt 
Werther’s Original Soft Caramels - cud, miód i karmelki

Werther’s Original Soft Caramels - cud, miód i karmelki



Witajcie!  


Oj dawno tu nic nie skrobałam. Jestem zła na siebie, ale powoli moje życie rusza do przodu, więc mam nadzieję wena powolutku będzie wracać. ;) Co prawda w środę idę na konsultację do rehabilitanta. Ale ja nie o tym dziś będę Wam raportować. Dziś przychodzę do Was z najlepszymi cuksami pod słońcem! 


Werther'sów chyba nikomu przedstawiać nie muszę. Z pewnością większość z Was próbowała choć raz tych zwykłych, twardych, karmelowych cukierków. Smak zawsze miały obłędny. Ja i Adam szalejemy za nimi, choć on chyba bardziej. ;) W sumie co o nich sądzę to chyba zdradziłam, ale zapraszam do dalszej lektury. :)





Niedawno Storck wypuścił nowe wersje smakowe Werther'sów - w tym Soft Caramels, które miałam okazję testować, dzięki zgłoszeniu na Rekomenduj.to


Wersje o jakich wiem, że są na pewno:
  • Werther’s Original Cukierki śmietankowe (tradycyjne, wybór Adama)
  • Werther’s Original Creamy Filling
  • Werther’s Original Soft Caramels 
Znalazłam również przeszukując "internety" wersje bez cukrowe dla diabetyków w wariantach:
  • śmietankowe
  • czekoladowe
  • jabłkowe.
Te ostatnie mnie zaintrygowały. Trzeba kiedyś spróbować.


Ja tu pitu, pitu o pierdołach zamiast skupić się na testowanych cukieraskach.
Werther’s Original Soft Caramels - w zasadzie czułam w kościach, że będę je testować. Gdy dostałam paczkę oczywiście w tempie błyskawicy pierwsze opakowanie zostało zjedzone. Może wyjdziemy na łasuchów, ale były tak smaczne, że ledwo udało mi się przemycić jedną z paczek dla mamy. :D Aż wstyd się przyznawać. ;) Cukierki okazały się być idealne pod każdym względem, no prawie każdym - jest tylko jeden malutki szkopuł, ale poza tym WIELKI PLUS. 
Ten smak jest po prostu idealny. Karmel w postaci krówki ciągutki? Mnie urzekł. Cukierki znikały błyskawicznie.
Przeważnie po takich ciągnących słodkich cukierkach bolą mnie strasznie zęby (w które bardzo włażą cuksy i za nic w świecie nie można ich wyciągnąć, więc ból tym dłuższy), aż w głowie łupie, pomijając że cukru to producenci w innych chyba nie żałują (tudzież substancji słodzących).
Soft Caramels są wyjątkowo delikatne w smaku, nie są za słodkie, nie wchodzą w zęby, rozpływają się w ustach. Do kremów, itp. są z pewnością idealne. Mi niestety nie starczyło na takie testy, chyba z drugą taką pakę musiała bym dostać i zakopać ją u mamy w domu, ale tak żeby inne łasuchy się nie dopadły jak tata i siostra - przed nimi to trzeba słodycze pod ziemią zakopywać. :D
Pierwszy raz jestem czymś tak zachwycona, że nawet nie wiem co jeszcze bym mogła o nich napisać. Są po prostu BOSKIE! 
Zapytacie teraz pewnie o ten malutki minus, o którym wspomniałam - są odrobinę jeszcze za miękkie jak dla mnie, ale podejrzewam, że gdyby były twardsze to nie miały w sobie już tego czegoś. ;) No pomijając, że w paczce jest ich zdecydowanie za mało! :D


Coś o czym powinnam napisać to jest jeszcze opakowanie. Jedno typowe Werther'sowe (foliowe?), które idealnie pasuje do tej marki. Może to już przyzwyczajenie, ale nie wyobrażam sobie tych cukierków w innym opakowaniu, w innej kolorystyce, itp. ;)
Drugie opakowanie jest inne. Podłużne i również złotawo-karmelowe. Cukierki w nich są zawinięte w prostokąty. Z jednej strony fajna podróżna wersja, ale z drugiej, gdy są cukierki bardzo miękkie to cudem jest je wyciągnąć z opakowania, by go nie porozrywać. Tu opakowanie jest jakby bardziej papierowe, choć to w niczym nie pomaga. W obu opakowaniach mieści się bodajże po 10 cukierków (mało! :D ). 



Myślę, że wszystko napisałam to co chciałam o tych cukierkach. Werther’s Original to najlepsze cukierki pod słońcem jakie jadłam. Uwielbiam karmel także sądzę, że to też główny powód uwielbienia. 

Tak właśnie sobie pomyślałam o lodach, które ostatnio Adam nam kupił na Dzień Dziecka (taaa duże dzieci :D ) - co prawda mój był z polewą krówkową i toffi, ale właśnie przypomniałam sobie jaki miały smak, choć za słodki, myślę, że gdyby Soft Caramels rozpuścił i polał jeszcze ciepłymi karmelkami lody domowej roboty z dodatkiem orzechów włoskich i migdałów to byłoby niebo w gębie, a do tego bita śmietana - żałuję, że nie zostało mi tych cukierków). ;) 
Nie wiem jak Wy, ja się rozmarzyłam na myśl o takich lodach. :D


Ja raczej zostanę fanką wersji Soft Caramels, a Adam jak chce, niech kaleczy dziubek twardymi (ja nigdy nie wytrzymuje do końca i rozgryzam, a on to chyba od razu gryzie :D ). Soft Caramels co prawda za szybko się rozpuszczają i ma się wielką ochotę na kolejnego, więc pod tym jednym względem tradycyjna wersja śmietankowych Werther'sów wygrywa. :)


I to chyba na tyle słodkości, bo za bardzo się zasłodzimy i ślinka będzie niemiłosiernie ciekła. :)
W każdym razie z czystym sercem mogę POLECIĆ Werther’s Original Soft Caramels! <3



Tyle mi pozostało po nich - wspomnienia - puste papierki po cukierkach. :)







Pozdrawiam,
Janettt

P.S. Miniaturki opakowań innych wariantów zostały ściągnięte z googla. ;)

Pyszne, domowe placuchy z brokułem

Pyszne, domowe placuchy z brokułem

Ostatnio przeglądam kilka stronek i trafiłam na  przepis placków z kalafiorem. Już kiedyś robiłam takie i Adamowi nie bardzo przypadły do gustu, ale postanowiłam zaryzykować, bo spodobał mu się mój pomysł. :)
Oczywiście listę zakupów zapisałam na kartce, której skleroza zapomniałam i z pamięci robiłam zakupy. Nie wiedząc czemu zamiast kalafiora, wzięłam brokuła, a Adam podejrzewał, że nie to kupujemy, ale słowem się nie odezwał. Ale nie żałuję, bo wyszły świetnie i zielony kolor wcale nie zniechęcał. Szkoda tylko, że wyszło tego tak mało. :) I takim sposobem wyszły brokułowe placki, a nie kalafiorowe. Czasami pomyłki się opłacają. :] A pomyłka mogła być spowodowana dniem 1-szym kwietnia, nieświadomie zrobiłam sobie żart na Prima Aprillis. :P
Oczywiście obowiązkowo muszę się z Wami podzielić przepisem. Mam nadzieję ktoś z niego skorzysta. Oczywiście dodatkiem był nasz ulubiony sos czosnkowy własnej roboty. :)


Składniki:

Ciasto na placki:
- 1 duża główka brokuła
- 1/2 szklanki pełnoziarnistej mąki
- 2 duże jajka
- 4 ząbki czosnku
- 3 drobno pokrojone szalotki
- olej
- sól i pieprz

Sos czosnkowy:
- jogurt naturalny/grecki 
- majonez
- czosnek
- sól i pieprz

Dodatkowo można dodać szczypiorek do udekorowania całości i do smaku.


Przygotowanie:

Placki:
Umyty i pokrojony na różyczki brokuł wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy 2-3 min. Można go też rozgotować jak ja zrobiłam i później łatwiej go zblendować. W wersji z kalafiorem jest by posiekać różyczki, ale ja razem z posiekaną szalotką (w kosteczkę) oraz czosnkiem wrzuciłam do blendera i wszystko zmiksowałam. Następnie przelałam całość do miski, wrzuciłam jajka, przesiałam do całości mąkę, dodałam sól oraz pieprz i mieszałam by nie powstały mi jakieś grudy. Następnie na rozgrzaną patelnię z nie dużą ilością oleju wykładałam ciasto łyżką. Smażyłam, aż się zarumieniły (lubimy bardziej przysmażone) i wyjęłam na talerz z ręcznikiem papierowym by odsączyć tłuszcz. 

Sos czosnkowy:
Ja swój robię w blenderze, a właściwie Adam to robi, bo uwielbia robić sos czosnkowy. :) . Wrzucamy do "kielicha" ząbki czosnku (my dajemy przeważnie ok. 6-7 ząbków - lubimy ostrzejszy), jogurt i majonez (przeważnie pół na pół, no chyba, że coś w smaku jest nie tak to dodajemy czegoś więcej). Następnie blendujemy, a jak wszystko się połączy dodajemy sól i pieprz i jeszcze chwilę miksujemy. 

GOTOWE!


I tak oto powstaje smaczne, zdrowe, zielone jedzonko z pysznym sosikiem. ;)
Mam nadzieję wypróbujecie przepis i dacie znać, czy Wam też tak smakowało. :)

SMACZNEGO! :)


Jak macie fajne przepisy na takiego typu placki to podzielcie się, chętnie spróbuję znów czegoś zwariowanego i innego, oczywiście łatwego i szybkiego w przygotowaniu. :)
W razie nie jasności piszcie, bo wiem, że potrafię pisać bez ładu i składu.
A Wy jedliście kiedyś takie placki? ;)
Pozdrawiam,
Janettt
DIY - organizer na pędzle.

DIY - organizer na pędzle.

Hej!

Ostatnio na fp pokazywałam Wam mój pojemnik na pędzle, który sama zrobiłam. To oczywiście czysta prowizorka, bo robiłam go próbnie, bo nie za bardzo miałam z czego konkretnego zrobić, ale wyszło nawet znośnie. Nie było tak ciężko i każdy powinien sobie z tym poradzić metodą chałupniczą. ;)
Do wykonania  potrzebowałam jakiejś tuby (może być też coś kwadratowego, ale ja akurat chciałam coś okrągłego) - użyłam zatem tuby po wódce. ;) Żubrówka na święta wypuściła serię butelek w takich tubach, muszę przyznać przydało się to - mama wie co kupować. :) Nawet nie było ciężko skrócić tubę na mniejsze "kubeczki".  Mam nadzieję w niedługim czasie zrobię więcej, bo w tym jednym nie mieszczą się pędzle i tusze oraz kredki, a na te drugie i trzecie raczej muszę zrobić coś oddzielnego, bo to różne długości i z pędzlami giną mi w tłumie. ;)

 
Do zrobienia organizera potrzebowałam:
ołówek
nożyk (taki do tapet - mój 9mm)
biała kartka papieru
klej do tapet
pędzelek
tuba
nożyczki
pistolet z klejem na gorąco
miarka
gazeta
kawałek tektury
tasiemki ozdobne



Wykonanie:
Po pierwsze przygotowanie potrzebnych materiałów i na wszelki wypadek podłożenie gazety, żeby nie obkleić wszystkiego w koło.
Zaczęłam od postanowienia jakiej wysokości ma być mój organizer i taką odmierzyłam ołówkiem na tubie. Obrysowałam wokoło tuby i przy pomocy nożyka do tapet oderżnęłam. Oczywiście góra nie wyglądała idealnie po odcinaniu, zatem odwróciłam dnem do góry, a z racji, że szkoda było mi marnować wieczko, więc moje dno zrobiłam z tektury (wycięłam odpowiedniej wielkości koło). Po jednej i drugiej stronie dna klejem do tapet przykleiłam dopasowaną do okręgu białą kartkę papieru.
Następnie przykleiłam dno do tuby klejem na gorąco. Idealnie nie wyszło, ale jak na "wersję próbną" nie miało być idealnie.
Kolejnym krokiem było obmierzenie i dopasowanie kartki papieru do zewnętrznej strony tuby, by nie widać było, że to po wódce. ;) Oczywiście przyklejone na klej do tapet.
Po zamaskowaniu niedoskonałości tuby, zaczęłam przyklejać tasiemki ozdobne jakie miałam w domu. Najpierw przykleiłam czerwoną i złotą niestety, a na koniec przezroczystą w czerwone kropki. Niestety wszystko pokleiłam klejem i brzydko to wyszło czego na zdjęciach nie widać. Na domiar złego czerwonym lakierem dotknęłam na szczęście to czerwony, więc różnicy wielkiej nie robi. ;)
Od wewnątrz dałam jeszcze czerwonej tasiemki, ale wyszło niestety kiepsko. Następnym razem będzie lepiej. :)

To była fajna zabawa, ale i nauka by nie nadużywać kleju na gorąco. ;) Z daleka nie wygląda źle, ale po przyjrzeniu się widać ślady po kleju. Teraz będę próbować techniki Decoupage (dla zainteresowanych wytłumaczę to przy innej okazji co to za sposób - mnie bardzo zaciekawił). Wszystko potrzebne już kupiłam - brakuje mi tylko lakieru. :) Więc jak już postaram się ogarnąć moje osobiste problemy, biorę się do pracy.
Wystarczy zamulania i ciągłego spania - problemów niestety nie prześpię, a póki życie mam muszę z niego korzystać cokolwiek chociaż. ;)
Od lekarza dostałam leki, które mają wyrównać pewne braki w moim organizmie i jak to nie pomoże to już nie wiem co jest nie tak ze mną. Mam nadzieję wszystko się rozwiąże i będę miała więcej energii w sobie bez tabletek i nie wiadomo czego.

Wracając do organizera mam nadzieję podoba Wam się. Już nie chodzi o dokładność, a chociażby o wzór, czy dobór kolorystyczny. ;)



Pozdrawiam,
Janettt
Copyright © 2014 Świat obiektywem Janettt , Blogger